Podróż dookoła świata

Angkor Wat – duży okręg (big circuit)

Kompleks Angkor Wat.
Kompleks Angkor Wat.
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

18.01

Jak zwykle wstaliśmy wcześnie. O 6.30 czekał już na nas pan tuk-tuk i dosyć jeszcze rześka podróż do ruin Ankgor. Tym razem wyposażyliśmy się w dodatkowe baterie i postanowiliśmy zwiedzić główny kompleks jeszcze raz. Bazując na wczorajszym doświadczeniu, definitywnie przełożyliśmy to na porę lunchu. Jako pierwsze chcieliśmy zobaczyć świątynie należące do tak zwanego Dużego Kręgu położone na trasie o długości 31 km.  Jako pierwszą zwiedziliśmy znajdującą się na szczycie wzgórza Phnom Bakheng. Teoretycznie wejście na górę podobno zajmuje 30 min, praktycznie doszliśmy po 10 minutach. Oprócz nas było może z 5 osób. Z górnego tarasu roztaczał się urokliwy widok na Angkor Wat. Niestety światło o tej porze dnia zniechęciło nas do fotografowania… Za to wieczorem przy zachodzie słońca do Phnom Bakheng jadą tłumy. Skutecznie zadeptują symbol świętej góry hinduizmu – góry Meru, której to reprezentacją jest niniejsza budowla ulokowana na wzgórzu. Co sprytniejsi wynajmują słonie i z ich grzbietu starają się ująć swoimi obiektywami znajdujący się w dolinie krajobraz.

Preah Khan. Drzewa wrośnięte w mury.

Preah Khan. Drzewa wrośnięte w mury.

Kolejną świątynią na trasie Dużego Kręgu była Preah Khan. Jest to jedna z kilku zupełnie płaskich świątyń. Niestety jak większość mniej spektakularnych budowli w Angkor wciąż nie doczekała się restauracji. Dla nas było to jak najbardziej magiczne miejsce z czworokątnymi galeriami – dziedzińcami, przejściami we wszystkie możliwe kierunki. Można byłoby się totalnie zgubić wśród murów, jak i korzeni drzew wyrastających z nich. Przypominała nam wczorajszą świątynię z filmu Tomb Raider. Spędziliśmy w niej ponad godzinę fotografując prawie każdy szczegół. Po czym pojechaliśmy do pierwszej świątyni położonej na wodzie. Neak Pean początkowo miała służyć wyłącznie do celów medycznych. Do tej pory zachowały się 4 baseny symbolizujące Wodę, Ziemię, Ogień i Wiatr oraz główny zbiornik, w środku którego umiejscowione jest sanktuarium. Cały kompleks położony jest na sztucznej wyspie na jeziorze. Prowadzi do niego częściowo usypana grobla oraz kładka. Niektórzy historycy sugerują, że świątynia jest odzwierciedleniem Anavatapty – mitycznego himalajskiego jeziora słynącego z właściwości uzdrawiających. Obecnie tylko część basenów jest wypełniona wodą, a sanktuarium można oglądać jedynie z daleka.

W niewielkiej odległości od Neak Pean znajduje się kolejny kompleks zwany Ta Som. Jest to jedna z typu płaskich świątyń, bardzo zniszczonych oraz rozwiniętą wegetacją. My zapamiętaliśmy ją jako miejsce rozmowy z kambodżańską dziewczynką, lat może 5ciu. Stała w jednej z najlepszych lokalizacji, zaraz obok drzewa wrośniętego w mury, przy którym turyści chętnie robili sobie zdjęcie. Przez ramię miała przewieszoną malutką szarfę, która podtrzymywała tackę z towarem. Poniżej przytaczam całą rozmowę pomiędzy nią a Tomkiem, prowadzoną w języku angielskim:

Dziewczynka: Skąd jesteś?

Tomek: Jestem z Polski. A wiesz gdzie to jest?

D: Nie wiem. Chcesz kupić pocztówkę? Tylko jeden dolar.

T: Nie dziękuję. Pocztówkę już mam.

D: Chcesz kupić magnes?

T: Nie dziękuję. Magnes już mam.

D: To będziesz miał dwa.

T: Ale ja nie chce mieć dwóch.

D: A chcesz bransoletkę?

T: Ale ja nie noszę bransoletek.

D: To dla dzieci.

T: Ale ja nie mam dzieci.

D: To dla żony.

T: Żona też nie nosi.

D: Chcesz kupić breloczek na klucze?

T: Ale ja nie mam kluczy.

D: Ale to jest breloczek z obcinaczem do paznokci.

T: Ale ja nie potrzebuję obcinacza. Ja obgryzam paznokcie.

D: Ooo. Nie powinieneś obgryzać paznokci. Powinieneś kupić mój breloczek.

Byliśmy zachwyceni umiejętnościami 5-letniej dziewczynki, która angielskiego nauczyła się od… turystów. Po prostu urodzony sprzedawca, który na każdą negatywną z twojej strony odpowiedź ma już przygotowany kontratak. Domyślamy się, że dziecko zarabiało pewnie na całą swoją rodzinę nie od wczoraj. Cała sytuacja była dla nas niezwykle pouczająca.

W lokalnych strojach.

W lokalnych strojach.

Jako, że powoli z nieba zaczął się lać żar, wyszliśmy z Ta Som w poszukiwaniu naszego tuk-tuka. Chwilę później byliśmy już przy East Mebon, zwaną przez świątynią słoni. Ta wielopiętrowa budowla miała 3 duże tarasy, a w każdym rogu umiejscowiony pomnik słonia. Szczerze powiedziawszy oprócz malutkiego sanktuarium na szczycie oraz widoku z góry, niewiele więcej można było zobaczyć. Po pół godzinie ruszyliśmy dalej w stronę Pre Rup, która okazała się bardzo podobna. Żeby być szczerym, to obie świątynie w naszej pamięci zlały się w jedno. Nawet później na zdjęciach mieliśmy problem, żeby odróżnić która jest która. W końcu udało nam się wykryć najbardziej oczywistą różnicę – w Pre Rup nie było słoni. Po pół godzinie przenieśliśmy się pod Srah Srang – świątynię, a właściwie basen królewski całkowicie zalany przez wodę. Obecnie największą ilość turystów gromadzi podczas wschodów słońca, odbijających się na tafli jeziora.

Po 10 minutach przenieśliśmy się na drugą stronę drogi do Banteay Kdei zwanej przez niektórych “Cytadelą cel mnisich”. Podobnie jak Preah Khan jest to płaska świątynia z galeriami i dziedzińcami, tajemnymi przejściami oraz małymi “komnatami”. Obecnie jest w bardzo złym stanie. Większość wież pospinana jest metalowymi drutami, a prawie wszystkie przejścia są zabezpieczona dodatkowymi belkami wspornikowymi. Na miejscu pracuje ekipa restauratorów ratująca co się jeszcze da z budynków.  Na sam koniec zwiedzania wróciliśmy jeszcze raz do Angkor Wat popstrykać zdjęcia, których wczoraj nie dane nam było zrobić. O 14.30 praktycznie byliśmy z powrotem w Siem Reap i śladem południowców ucieliśmy sobie drzemkę.

Świątynie zwiedzone w ramach dużego kręgu:

Phnom Bakheng

Phnom Bakheng

Phnom Bakheng
czas zwiedzania: 45min

Preah Khan

Preah Khan

Preah Khan
czas zwiedzania: 1h 10min

Neak Pean

Neak Pean

Neak Pean
czas zwiedzania: 20 min

Ta Som

Ta Som

Ta Som
czas zwiedzania: 30 min

East Mebon

East Mebon

East Mebon
czas zwiedzania: 30 min

Pre Rup

Pre Rup

Pre Rup
czas zwiedzania: 30min

Srah Srang

Srah Srang

Srah Srang
czas zwiedzania: 10 min

Banteay Kdei

Banteay Kdei

Banteay Kdei
czas zwiedzania: 1 h

Kierowca tuka-tuka

Kierowca tuka-tuka

Koło 17tej udaliśmy się do ścisłego centrum w poszukiwaniu spodni, które Natalka zobaczyła przy jednej ze świątyń. Przeszliśmy przez większość straganów i niestety efekt był zerowy. Myślałam, że może w mieście będzie trochę taniej niż w Angkor Wat, ale spodni nie znalazłam. Natknęliśmy się za to na obraz, który bardzo nam się spodobał. Cena wywoławcza – $45. Definitywnie stwierdziliśmy, że to za drogo i że przyjdziemy później się potargować. Niestety godzinę później cena podskoczyła do $60 i nie było mowy o jakimkolwiek targowaniu. Zrezygnowani udaliśmy się na kolację do lokalnej knajpki prowadzonej przez całą rodzinę. Naliczyliśmy sześcioro dzieci w różnym wieku, a każde z nich miało jakiś swój obowiązek. Jedno przynosiło menu, drugie talerze, trzecie sztućce, czwarte rureczki, piąte pomagało w kuchni, a najstarsze zbierało zamówienia i przyjmowało zapłatę. Rodzice gotowali, a babcia siedziała nieopodal na fotelu patrząc na/pilnując dzieci. Każdy miał jakąś funkcję. Idea bezczynności w Azji nie istnieje. Dzisiaj podpytaliśmy naszego pana Tuka-tuka, jak to wygląda u niego. Powiedział nam, że codziennie pracuje, bez ani jednego dnia wolnego. Na swoim utrzymaniu ma dwójkę dzieci – 2 i 4 lata. Starszą córkę codziennie rano zawozi do szkoły. Do domu wraca ok. 17 tej i wtedy dopiero je jakikolwiek posiłek. Angielskiego nauczył się z książek samemu. W zasadzie to można się uczyć prywatnie ale kosztuje to ok. 60$ czyli tyle ile zarabia sprzątaczka w hotelu przez miesiąc.  Jako kierowca tuk- tuka zarabia dużo więcej w szczególności w trakcie sezonu. Mimo braku dni wolnych, codziennie przyjeżdża po nas uśmiechnięty. Był również bardzo zdziwiony, że jego sytuacja jakkolwiek nas interesuje i że nie patrzymy na niego z góry, jak inni turyści. A dlaczego byśmy mieli patrzeć z góry?

Zobacz galerię zdjęć z Angkor Wat na smieszynkaphoto.com