Podróż dookoła świata

Angkor Wat – mały okręg (small circuit)

Kompleks Angkor Wat.
Kompleks Angkor Wat.
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Nauczeni doświadczeniem unikania tłumów i upału, umówiliśmy się z tuk tukiem na 6.30 rano. Oczywiście pojawił się punktualnie. Troszeczkę baliśmy się kolejek przy kasach biletowych do Angkor Wat. Na szczęście wszystko poszło bardzo sprawnie. Prawie w ogóle nie czekaliśmy. Przy każdej kasie dodatkowo stała jedna osoba z obsługi, która usprawniała proces robienia zdjęć potrzebnych do 3 dniowego biletu wstępu. Cena zwiedzania całego kompleksu Angkor Wat to 40$ od osoby. Oczywiście istnieją tańsze warianty jednodniowe (20$) oraz droższe 7-dniowe (60$). Tak naprawdę zwiedzania jest na… 2 pełne dni. Pewnie da się też to zrobić w jeden, ale myślę, że po dziesiątej świątyni człowiekowi robi się wszystko jedno. I to wtedy już nie ma sensu.

Mnisi w Angkor Wat. Kambodża.

Mnisi w Angkor Wat. Kambodża.

Troszeczkę przed ósmą zostaliśmy wysadzeni przed pierwszą świątynią – Bayon. Na szczęście jeszcze było dosyć wcześnie jak na wycieczki zorganizowane, więc udało nam się ją zwiedzić we względnym spokoju. Kolejnym punktem na naszej trasie był pałac królewski Angkor Thom. Niestety było już po 9tej i tłum zaczął przybierać na sile. Była to jedna z wyższych budowli na którą prowadziły bardzo strome schody. 300 stopni wyżej podziwialiśmy panoramę wokół. W tym momencie wyczerpała się bateria w aparacie Tomka. Kompletnie nam wypadło z głowy, żeby sprawdzić wczoraj stan naszych aparatów. Od tego momentu Tomek stał się obrzydliwym turystą z telefonem w ręku. Po zwiedzaniu pałacu przyszła kolej na dwie budowle: Chau Say Tevoda oraz Ta Keo. Półtorej godziny później przyszedł czas na Ta Prohm, jedną z najbardziej rozpoznawalnych świątyń. Co jest w niej szczególnego? Posłużyła za plan filmowy przy kręceniu hollywoodzkiej wersji gry z Larą Croft. Mowa tutaj o filmie Tomb Raider z Angeliną Jolie w roli głównej. Ilość turystów na metr kwadratowy – niewiarygodna. A każdy chce sobie zrobić zdjęcie z korzeniami drzew wrośniętymi w mury budynków.

Schody w Angkor. Kambodża.

Schody w Angkor. Kambodża.

W zasadzie zbliżał się już czas lunchu, a nam zostały do zwiedzenia tylko dwie świątynie. Przeczytaliśmy na jakiejś stronie, że jest to idealna pora na zobaczenie Angkor Wat. Definitywnie polecamy to rozwiązanie! Kolejna bardzo istotna sprawa – najlepiej zacząć nie od głównego wejścia, tylko od drugiej strony. Około 13tej rozpoczęliśmy zwiedzanie jednej z najsławniejszej świątyń całego kompleksu. I wtedy okazało się, że moja bateria w aparacie ma jedną kreskę… Jedynym pocieszeniem był fakt, że naprawdę nie było ludzi. Gdy wychodziliśmy prawie dwie godziny później, niezliczona ilość turystów wlewała się z powrotem do środka. O samej świątyni napisano już wiele, ja tylko przytoczę podstawowe fakty. Zainteresowanym polecam film dokumentalny nagrany przez National Geographic.  Budowla powstała w XII w. n.e. za sprawą króla Surjawarmana II, który chciał wybudować świątynię boga Wisznu, z którym się identyfikował. Jak to zwykle w tamtych czasach bywało próbował tym samym zalegitymizować swoją władzę (przejętą w wyniku zamachu stanu) oraz zapewnić sobie życie wieczne. W tym celu zaprzągł do pracy całą gwardię inżynierów, rzemieślników, a także zwykłych robotników. W ciągu ok. 35 lat powstał liczący ponad 2 km² kompleks świątynny otoczony fosą. Mury budowli zostały pokryte reliefami oraz płaskorzeźbami o charakterze religijno-historycznym. Około XVI wieku kompleks popadł w zapomnienie, po czym w połowie XIX wieku został ponownie odkryty przez zachodniego badacza Henri’ego Mouhot.  Obecnie jednym z większych zaskoczeń jest fakt, iż Angkor Wat jest zarządzany wyłącznie przez wietnamską firmę. Rząd Kambodży nie sprawuje nad tym jakiejkolwiek kontroli.

Świątynie zwiedzone w ramach małego kręgu:

Bayon. Angkor Wat.

Bayon. Angkor Wat.

Bayon
czas zwiedzania: 1h

Angkor Thom. Angkor Wat.

Angkor Thom. Angkor Wat.

Pałac królewski Angkor Thom
czas zwiedzania: 1h

Chau Say Tevoda. Angkor Wat.

Chau Say Tevoda. Angkor Wat.

Chau Say Tevoda
czas zwiedzania: 45 min

Ta Keo. Angkor Wat.

Ta Keo. Angkor Wat.

Ta Keo
czas zwiedzania: 45 min

Ta Prohm. Angkor Wat.

Ta Prohm. Angkor Wat.

Ta Prohm
czas zwiedzania: 1h

Angkor Wat.

Angkor Wat.

Angkor Wat
czas zwiedzania: 1:45 h (bez tłumów)

Podsumowując pierwszy dzień w Angkor tak naprawdę trzeba przede wszystkim powiedzieć o dwóch rzeczach: niewiarygodnym upale oraz niezliczonej ilości schodów. Kolejne są niesamowite tłumy i bezczelne dzieciaki. Trzeba bardzo uważać, by przypadkiem jakiemuś nie zrobić zdjęcia. Wtedy płać pan: “one dollar, please”. Przy większości świątyń w niedalekiej odległości usytuowane są knajpki oferujące zarówno schłodzone napoje, jak i coś do jedzenia. Przy każdym wejściu do poszczególnych zabytków stoją panowie sprawdzający ważność biletów. Zwracają również uwagę na ubiór, w szczególności pań. Należy pamiętać o zakrywaniu ramion i kolan. W razie czego zawsze gdzieś pod ręką są stragany z ubraniami 😉 Jak wygląda zwiedzanie od strony praktycznej? Najpierw pan tuk tuk podwozi pod świątynię, następnie pokazuje na mapie gdzie będzie później na nas czekał. Po zakończonym zwiedzaniu zaczynasz go szukać wśród miliona innych tuk tuków – bądź pewny, że on znajdzie Cie pierwszy 😉

Całe zwiedzanie skończyliśmy ok. 15.30, po czym padliśmy na twarz na hotelowym łóżku. Przez minutkę zastanawialiśmy się jakby to było gdybyśmy jednak wybrali się rowerami, po czym odpłynęliśmy w krainę snu. Po drzemce zrobiliśmy szybki zakup prowiantu na jutro i powoli zaczęliśmy się przygotowywać do kolacji. Nie był to zwykły posiłek, a zaproszenie do restauracji w jednym z najbardziej luksusowych hoteli w Kambodży.  Stało się to za sprawą Andrei, który w czerwcu zeszłego roku podwoził nas ‘na stopa’ w okolicach Milanu. Od słowa do słowa jakoś tak wyszło, że zaoferował nam kolację z okazji naszego miesiąca miodowego w jednym ze swych ośrodków, gdzie najtańsza doba hotelowa kosztuje ponad 1200 zł.

Siem Reap. Występ lokalnych artystów.

Siem Reap. Występ lokalnych artystów.

Już po przekroczeniu progu restauracji poczuliśmy się niesamowicie ważni. Obskoczyło nas trzech kelnerów prowadząc do stolika specjalnie zarezerwowanego dla nas. Ta część sali została kompletnie odcięta dla innych gości. Dodatkowo poinformowano nas, że o ten akurat stolik, z bardzo dobrym widokiem na scenę, dopytywało już parę osób. Po chwili zawitała bardzo przestraszona pani menadżer upewniająca się, czy na pewno wszystko jest w porządku. Swoją przydługą przemowę skwitowała słowami: “You happy, Andrea happy, We happy!” [tłum. wy szczęśliwi, Andrea szczęśliwy, to i my szczęśliwi].  Jako danie główne Tomek zamówił “Wieżę Angkor Wat”. W jej skład wchodziły 3 krewetki w sosie barbecue, mięso krabie z sałatką, zupa z kawałkami kurczaka na ostro, ryż biały oraz czarny – oba w  w łódeczce wykonanej z liścia bambusa do tego kawałki wołowiny i kurczaka na patyczku z sosem ostro pieprznym. Natalka dostała “Kosz bambusowy”, w którym znajdowały się pałeczki grillowanej wołowiny, biały ryż, sos, pieczony kurczak, gotowane warzywa, zupa z kurczaka oraz kiełbaski. W trakcie obiadu dodatkowo odbywał się występ lokalnych artystów. Po jego zakończeniu Natalka zrobiła sobie zdjęcie z aktorami. Po skończonej kolacji złapaliśmy tuk tuka do naszego hotelu. Zmęczeni, padliśmy 5 minut później. Następnego dnia czeka nas duży okręg Angkor Wat…

Zobacz galerię zdjęć z Angkor Wat na smieszynkaphoto.com

  • Marrcin Grzebyk

    Bezczelne dzieciaki???? Dla tych dzieci czasem ten dolar to znaczy posiłek dla całej rodziny. Macie słabe pojęcie o Kambodży…

    • smieszynkatravel

      Myślę, że jak się przebywa w Kambodży przez 10 miesięcy to zmienia się troszeczkę perspektywa. Ja naprawdę wierze, że mieszkają tam wspaniali ludzie, tylko przez 6 dni naszego pobytu w tym kraju nie udało nam się ich spotkać. Niestety bardzo często liczy się pierwsze wrażenie turysty, który przyjechał maksymalnie na dwa tygodnie. A to wrażenie w naszym przypadku nie było najlepsze. Ja rozumiem, że tam panuje niesamowita bieda. Tak samo jak i w Laosie, Wietnamie, Indiach, Nepalu czy Tybecie. Mimo to tam nikt nie próbował mnie na każdym kroku oszukać, ani naciągać. Nie pisaliśmy o polskiej mafii taksówkowej z dwóch powodów. Pierwszym z nich to temat postu – Angkor Wat (Polska ma się do tego nijak). Drugi powód to taki, że nie jeździmy taksówkami w Polsce, więc nigdy nas nie oszukano. Opisujemy tylko to co przeżyliśmy, a nie to co moglibyśmy.
      Co do dzieci, to te który naciągają turystów na dolara za zdjęcie, bo “przypadkowo” weszły w kadr, będą dla mnie bezczelne. Natomiast te stojące obok sprzedające pocztówki, breloczki, magnesiki i inne podobne rzeczy, będą dziećmi od których chętnie kupię coś za dolara. Ja wiem, że ten dolar to jest posiłek dla całej rodziny. Chodzi bardziej o sposób jego pozyskania. Wydaje mi się, że lepiej promować pracę niż naciąganie.