Autostopem na Mont Blanc

Bastia – Livorno

Bastia Korsyka
Bastia Korsyka
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

19 czerwiec 2014

Dziś dzień z cyklu tranzytowych. Porobiliśmy ostatnie zdjęcia na plaży koło naszego kempingu i wybraliśmy się do centrum. Jako, że poczuliśmy niedosyt chodzenia po górach, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie spacerek do portu. Przy okazji chcieliśmy się trochę przyglądnąć Bastii i zwiedzić cytadelę. Miasto samo w sobie wydało nam się nieco zapuszczone i odrapane, w szczególności poza turystyczną dzielnicą. Długo myśleliśmy z czego tak naprawdę żyją i co robią na codzień mieszkańcy wyspy. Biorąc pod uwagę, że wszystko jest sprowadzane z kontynentu nie za bardzo widzieliśmy opłacalność tutejszej gospodarki. Sama cytadela nie zrobiła na nas większego wrażenia. Stan zabytków pozostawiał nieco do życzenia. Może po prostu byliśmy nieco obrażeni na Korsykę w związku z pogodą i faktem, że pokrzyżowała nam strasznie plany. Ogólnie rzecz biorąc cieszyliśmy się już, że opuszczamy Francję. Koło 14tej rozpoczął się wyścig pt.”Kto zajmie leżak na górnym pokładzie promu”. Z radością informuję, że udało nam się zająć pierwsze miejsce;) Podróże jednak kształcą. Sama podróż statkiem trwała ok. 4,5h.

Mniej więcej o 18.30 naszym oczom ukazał się jeden z największych portów jakie do tej pory widzieliśmy. Zachwyciliśmy się przepięknymi, luksusowymi promami ze zjeżdżalniami wodnymi stojącymi w dokach. Od razu poczuliśmy, że pokochamy Włochy. Jeszcze bardziej przekonaliśmy się co do tego faktu, gdy szukając wyjścia z portu natrafiliśmy na orkiestrę grającą oczywiście specjalnie dla nas;) Razem z naszym kolegą GPSem rozpoczęliśmy poszukiwanie hotelu. Nie była to sprawa łatwa gdyż sieć uliczek tego nadmorskiego miasta jest niesamowicie skomplikowana. Po trzecim zapytaniu o drogę (na migi, z mapą na telefonie) udało nam się w końcu trafić do jednego z dziwniejszych hoteli w jakim spaliśmy. Mieścił się on bowiem w kamienicy pamiętającej pewnie jeszcze czasy Bonapartego.  Zauważyliśmy jeden długi korytarz przy którym było ok. 6-7 pokoi. Wyglądało to bardziej jak duże mieszkanie w krakowskiej kamienicy niż 3 gwiadkowy hotel, ale było naprawdę przyjemnie i w ścisłym centrum. Generalnie po tygodniu spędzonym pod namiotem podobało nam się wszystko. W szczególności ciepła woda pod prysznicem;)

Wieczorem postanowiliśmy wyjść na kolację przy okazji zwiedzając Livorno. Generalnie bardzo byliśmy zaskoczeni. W większości krajów śródziemnomorskich czas kolacji to okres pomiędzy 20.00 a 23.00. Wtedy właśnie do restauracji nadciągają tłumy, zarówno turystów jak i miejscowych. Jakie było nasze zdziwienie, gdy o godzinie 21.00 nikogo nie zobaczyliśmy. Co gorsza zaczęliśmy się bać, że wszystko będzie już pozamykane. Odpuściliśmy sobie zwiedzanie na rzecz znalezienia czegokolwiek otwartego. 20 minut na piechotę od hotelu w końcu udało nam się wyczaić pizzerię. Mówię teraz od razu, zjedliśmy najlepszą, powtórzę najlepszą, pizzę na świecie. Restauracja zupełnie nie była przeznaczona dla turystów. Nikt się nie spieszył, na 4 klientów pracowało 10 osób z obsługi, a kelnerzy polewali sami sobie drinki. Nie mniej jednak stał tam najprawdziwszy kamienny piec do pizzy na węgiel/drewno.  Wychodziło z niego samo najpyszniejsze ciasto o różnych kształtach, niekoniecznie okrągłe ;). Kolejna powalająca na kolana rzecz, to cena owej przyjemności, zupełnie nieturystyczne 6 euro za całą pizze.  Niestety nie pamiętam już nazwy, ale gdybyście kiedykolwiek znaleźli się w Livorno, warto tam zajrzeć.  Po wyjściu z restauracji zrobiła się 11 w nocy i nie udało nam się już nic za bardzo zwiedzić. Miałam wielką ochotę zobaczyć fortecę, ale odłożyliśmy to na jutro.

Jako, że na dobre rozstaliśmy się już z górami, nasza wyprawa postanowiła zmienić nazwę z “GR20 Korsyka” na “Autostopem na Mont Blanc”. Od tej pory posty z tej wycieczki będą wrzucone na stronę o tej samej nazwie. Wszystkie wcześniejsze posty związane z Korsyką znajdziecie tutaj.


Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.comZobacz galerię zdjęć z Włoch na smieszynkaphoto.com