GR20 Korsyka

Calvi – Calenzana

Port w Calvi
Port w Calvi
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Calvi

Następnego dnia wczesnym rankiem, a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało (ta perspektywa uległa zachwianiu w ciągu następnych paru dni), udaliśmy się do portu w poszukiwaniu promu. Mijaliśmy naprawdę niezłe łódeczki będące luksusowymi jachtami, na które pewnie będzie nas stać za jakieś 200 lat. Niestety wszystkie okazały się nie być naszym środkiem transportu. Gdzieś w oddali mignęli nam ludzie z wielkimi plecakami, więc podążyliśmy za nimi. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy jakie panują zasady na promie płynącym 6h w pełnym słońcu, toteż za bardzo się nie spieszyliśmy. To teraz uchylę rąbka tajemnicy; zasada nr.1 na promie trzeba być jak najwcześniej gdyż; zasada nr.2 wtedy można się szybko dostać na górny pokład; zasada nr 3 aby jak najszybciej zająć wolny leżak. Niestety my nie wiedzieliśmy. Przeleżeliśmy na drewnianym niewygodnym pokładzie całą podróż. Bardzo przyjemnie wietrzyk sobie wiał, nic nie czuliśmy, wszystko git. Wieczorem się jednak okazało, że może nie był to najlepszy pomysł.

Po 6 godzinach naszym oczom ukazała się Korsyka w postaci małego miasteczka Calvi, z niewielkim portem i zameczkiem na wzgórzu. Nasz pierwszy cel – znaleźć supermarket. Oczywiście żadnej mapy nie mieliśmy. Wybraliśmy jakaś z grubsza główną drogę i szliśmy pomiędzy sklepami z pamiątkami. Po jakimś czasie stwierdziliśmy ze chodzenie na oślep nie ma sensu i weszliśmy do pierwszego napotkanego sklepu, z pytaniem gdzie tu można kupić gaz. Oczywiście nikt nie mówił po angielsku, wiec łamanym migowym pani pokazując na drogę, powiedziała coś w stylu ‘supermarsze’ prosto,prosto, długo prosto a potem w prawo;) Nie chcieliśmy tam iść kolejne trzy dni, wiec postanowiliśmy spróbować szczęścia w drugim sklepie. Niestety skończyło się dokładnie na tym samym opisie. Doszliśmy w końcu do dworca kolejowego, zamkniętego na 4 spusty. Po raz kolejny spróbowaliśmy się dowiedzieć gdzie jest ‘supermarsze’. Tym razem chyba natrafiliśmy w końcu na to  ‘w prawo’, bo pani wychodząc zza lady pokazywała właśnie tamten kierunek, powtarzając jak mantra SPAR. Udało się go w końcu znaleźć niemniej jednak naszego typu gazu – czyli nakręcanego, nie było. Trochę nam się poszczęściło i pani za kasa troszkę znała angielski. Dowiedzieliśmy się generalnie, ze można kupić inny gaz na stacji benzynowej. A stacja… no.. gdzieś tam…, kolo ‘supermarche’. Jak wiadomo supermarsze e super! Nie wiem czy kiedykolwiek widzieliście kabaret Ani Mru Mru i odcinek ‘Viva la France, viva levativa’, ale czuliśmy się zupełnie tak samo. W każdym bądź razie przeszliśmy się na stacje. Tam usłyszeliśmy kolejny raz ‘supermarsze, supermarsze’. Na szczęście ‘supermarsze’ akurat był obok. Udało się kupić gaz i parę innych rzeczy, wiec wróciliśmy do centrum szukać autobusu do Calenzany. W owej miejscowości tak naprawdę zaczyna się pierwszy etap GR20 i mieliśmy plan zostać tam na noc na kempingu a rano wyruszyć.

Usiedliśmy na chodniku przy przystanku razem z innymi obładowanymi ludźmi. Szybkie pytanie Tomka, kupujemy bilety? E… nie.. kupimy u kierowcy przecież. Podjechał autobus, zapakowaliśmy bagaże, chcemy wejść do środka, a miły pan pyta po francusku, gdzie są nasze bilety;) No jak to gdzie, chcemy kupić. Nie da się oczywiście, Tomka szybko skacze to kasy, wszyscy na nas czekają. Udało się, jedziemy!

Za bardzo nie wiedzieliśmy gdzie wysiąść, ale problem rozwiązał się sam. Nasze bagaże zostały wypakowane na środku drogi, zaraz obok stał znak Gite d’Etape. To chyba tutaj. Przeszliśmy parę metrów, przed nami kolejka do płacenia za kemping. Pani kierowniczka rozwodzi się przez 10 minut do Francuzów przed nami, nie bardzo wiem o czym. Przychodzi nasza kolej, skończyło się na dwóch zdaniach, ile mamy zapłacić i że jest ciepła woda. No coż, więcej chyba nie potrzebowaliśmy. Tak czy tak najpierw udaliśmy się do osławionego SPARa, jedynego sklepu w tej miejscowości. Oczywiście zdążyliśmy zabłądzić 4 razy, nie ważne, że były tylko 3 ulice. Udało się dotrzeć w końcu do sklepu po kolację. Nasz gaz też tam był 😉 Wróciliśmy, rozłożyliśmy namiot i zrobiliśmy jeszcze jedną wycieczkę do SPARa, a później jeszcze trzecią. Zaraz po niej poznaliśmy naszych nowych znajomych. Świat jest mały i Polak Polaka zawsze znajdzie. Koło nas właśnie zaczynała się rozbijać bardzo sympatyczna para Tomek i Kasia, z którymi spędziliśmy kolejne 5 dni.  Pozdrawiamy!

Plan na jutro, wstajemy wcześnie rano o 6 i w drogę…


Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.com