Podróż dookoła świata

Cuda i dziwy. Japonia.

Tokio
Tokio
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

1.01

Wylądowaliśmy po 12 godzinach spędzonych w samolocie. Nie spieszyliśmy się za bardzo do odprawy, bo ja jeszcze musialam chwilę poleżeć z nogami w górze. Tak tylko, żeby krążenie wróciło. Przy okazji też musiało się odbyć zwiedzanie toalet. I muszę przyznać, że po raz pierwszy zaskoczyła mnie deska sedesowa. Niby nic, ale jeszcze nie widziałam nigdzie panelu sterowania podłączonego do sedesu. Po sekundzie zastanawiania się zrezygnowałam z tego cuda techniki i poszłam szukać czegoś co wyglądało bardziej europejsko. Zdecydowanie nie byłam na tyle przytomna by wgłębić się w przeznaczenie każdego guziczka. Swoją drogą, instrukcja obsługi znajdowała się zaraz obok, tyle, że cała w japońskich krzaczkach. Po przeżyciu pierwszego szoku kulturowego skierowaliśmy się w stronę kontroli paszportowej. Bez większych przeszkód dostaliśmy kolejną pieczątkę w paszporcie.

Plan zakładał, by jednym z szybszych pociągów dostać się do centrum, a potem na nogach do hotelu. Przy kupowaniu biletów zorientowaliśmy się jednak, że mamy conajmniej godzinę do następnego, a nie bardzo chciało nam się czekać. Pani w okienku poradziła nam, żebyśmy wzięli wolniejszy, ale odjeżdżający za osiem minut Limited Express, który pokonywał trasę w 77 minut. Rzeczywiście dokładnie tyle nam zeszło by dojechać do stacji o nazwie Nippori. Generalnie nawigacja na dworcu była bardzo łatwa. Na większości tabliczek znajdowały się dwujęzyczne informacje. W środku pociągu również nazwy przystanków były napisane zarówno w alfabecie japońskim jak i łacińskim.

Japonia. Maszyna do jedzenia

Wysiedliśmy na naszej stacji, włączyliśmy GPSa i w drogę.Pierwsza obserwacja, która nam się narzuciła – gdzie są wszyscy ludzie? Miasto wyglądało na wymarłe. W ciągu pół godziny zauważyliśmy trzy samochody. Pojawiło się pytanie -czy to jest to Tokio, najbardziej zatłoczone i ruchliwe miasto świata? Czuliśmy się trochę jak na księżycu albo jak w filmach katastroficznych. W końcu udało nam się dojść do hotelu, gdzie dowiedzieliśmy się, że doba hotelowa zaczyna się od 16tej.  Mieliśmy conajmniej jeszcze 2 godziny. Zostawiliśmy nasze bagaże na recepcji, wzięliśmy mapę i poszliśmy szukać czegoś do jedzenia. Po 10 minutach natrafiliśmy na małą lokalną knajpkę. Jako, że byliśmy jedynymi białymi w pomieszczeniu i generalnie wyglądaliśmy pewnie nieco nieporadnie, dostaliśmy instrukcję obsługi w języku angielskim. Zaraz, zaraz, na co nam instrukcja obsługi w restauracji?! Otóż w rogu stała maszyna z przyciskami (oczywiście wszystko w krzaczkach), która dla mnie wyglądała jak jakaś maszyna z kasyna. Nic bardziej mylnego – przez to coś zamawia się jedzenie i od razu płaci. No dobra, podejście numer jeden naciskamy przycisk… hmm nic się nie dzieje. Pani za ladą pokazuje pieniążki. No tak, najpierw płacimy. Jacy ci Europejczycy są durni, pewnie myśli. Wrzuciliśmy co trzeba. Teraz pora na przyciski, porównujemy z instrukcją i wciskamy. Oddało nam resztę i wyrzuciło bileciki. Pani widząc naszą nieporadność, zdążyła już do nas podejść i na migi oraz łamanym angielskim pyta  czy wiemy co zamówiliśmy. Moja konsternacja sięgnęła zenitu, gdy dowiedziałam się, że wzięłam ryż… i ryż z mięsem. No dobra, zobaczymy co przyniosą. Bileciki oddaliśmy i czekamy na jedzenie. W międzyczasie dostajemy herbatę i kolejną instrukcję jak używać pojemniczków z sosami i przyprawami na stole. Strasznie się nam ten posiłek skomplikował 🙂 Po paru minutach dostaliśmy nasze jedzenie: ryż oraz ryż z mięsem i smażoną cebulkę dla mnie, i makaron z wołowiną dla Tomka. No nic, zachciało mi się jeszcze pepsi. Podchodzę do maszyny, chwila zastanowienia się, nic nie wygląda podobnie, i rezygnuję. Zbyt ciężki orzech do zgryzienia na dzisiaj.

Wracamy do hotelu, ale nie jest to zwykły europejski hotel. Planując naszą podróż, za radą znajomego Japończyka, postanowiliśmy cały nasz pobyt w tym kraju spędzić w ryokanie. A cóż to jest zapytacie… Ha! Cuda i dziwy.  Z recepcji, która jednocześnie była barem z naszą gospodynią wchodzimy do ogrodu. Tam znajduje się budynek drewniany i cały przeszklony. Obok mała górka, staw z karpiami i kilka drzewek. Wchodzimy do środka, już na zewnątrz zdejmując buty. W zamian dostajemy ciepłe kapcie. Wąskim korytarzem Megu prowadzi nas do naszego pokoju. Otwieramy papierowe drzwi i naszym oczom ukazuje się najpierw podłoga – cała pokryta matami bambusowymi, a później półki, na których znajdują się jeszcze bliżej niezidentyfikowane dla nas rzeczy. Powoli i wyraźnie tłumaczy nam się jak się tworzy posłanie z futonu na ziemi, która poszewka służy do czego oraz jak się włącza ogrzewanie. Temperatura zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz wahała się w granicy paru stopni na plus. Później przyszła kolej na zwiedzanie kuchni, toalet i prysznicy. Generalnie wszystko wyglądało niesamowicie klimatycznie i przytulnie.

Zmęczeni po całym dniu rozłożyliśmy futon i padliśmy. Przebudziliśmy się po 4 godzinach i postanowiliśmy wyjść znowu coś zjeść. Nie bardzo nam się chciało męczyć z maszynami, więc znalezliśmy supermarket i zaopatrzyliśmy się w sushi oraz zupkę chińską (bo przecież jesteśmy w Japonii). Wróciliśmy z powrotem do ryokanu. Jedząc obiad w kuchni odkryliśmy, że idąc do toalety trzeba zmienić klapki na inne, które służą tylko i wyłącznie do tego. Po jedzeniu podjeliśmy odważną decyzję wykąpania się (ja wciąż siedziałam w środku w kurtce). To był strzał w dziesiątkę. Na szczęście pod prysznicem lał się wrzątek, więc trochę się nagrzaliśmy. Jako, że krany były wspólne to miałam przyjemność porozmawiać z jedną z Japonek przy praniu koszulek (mieliśmy po 3 koszulki każdy toteż pranie było na porządku dziennym). Z rozmowy dowiedziałam się ,że dziewcze niedość, że wie gdzie jest Kraków, to jeszcze jest fanką polskiej kuchni i największym jej marzeniem jest jechać do naszego kraju. Dziwni ci Japończycy, oj dziwni 🙂

Jakoś przed północą położyliśmy się spać w zimnym pokoju. Całe ciepłe powietrze zgromadziło się pod sufitem, a my spaliśmy 5 cm od podłogi… Trochę nam wiało po uszach, trochę sąsiad zza papierowej ściany chrapał, ale co tam – jesteśmy w Japoni!