Autostopem na Mont Blanc

Czas do domu…

La Defense, Paryż, Francja
La Defense, Paryż, Francja
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

28 i 29 czerwiec

Czasami nastaje ten moment, kiedy błogie wakacje muszą dobiec końca. Nie inaczej było i teraz. Został nam ostatni dzień w Paryżu zanim udamy się do domu. Tak naprawdę to już nam się tęskniło za zawsze ciepłym prysznicem, za własnym łóżkiem i pustą lodówką. Strasznie lubię ten moment, świadomość, że było super, jeszcze tylko ostatni dzień i wracam do domu. Do tego przytulnego własnego kąta, znajomych czterech ścian i tego czegoś bardzo ulotnego – tej atmosfery “domowości”. Nie jestem tym typem człowieka, który jest ileś-tam-miesięcy-w-drodze i nie chce wracać, bo twierdzi, że w każdym miejscu mu dobrze. Ja bardzo lubię mieć pewność, że mogę wrócić i wiem, że na mnie czeka dom.  Nie ważne, że wcale nie mój, a właściwie to wynajmowany na rok, bądź dłużej. Ważne, że jest choć przez chwilę mój, a tak naprawdę to nasz.

Wracając do naszego ostatniego dnia w Paryżu, bo o tym miałam pisać zanim zapędziłam się w rozważania o domu. Nie byliśmy jakoś szczególnie zainteresowani zwiedzaniem. Nie z powodu braku zabytków ani ignorancji, po prostu oboje już tu wcześniej byliśmy i nie bardzo nam się chciało jeszcze raz “zaliczać” wszystkie atrakcje turystyczne po kolei. Po drugie, pogoda wybitnie nam nie sprzyjała.  Postanowiliśmy kontynuować wczorajsze szukanie sukni ślubnej i zeszło nam do godziny 14tej. Lepszej nie znaleźliśmy. Potem wpadliśmy na pomysł, żeby objechać wszystkie co ciekawsze atrakcje miasta i zrobić sobie zdjęcie. Zdążyliśmy dojechać do Luwru, a stamtąd namówiłam Tomka, żeby się przejść pod Łuk Triumfalny. Wydawało mi się blisko, Tomek spierał się, że jest daleko. Naszą dyskusję przerwała ulewa, która pokrzyżowała nam plany jako, że Mężczyzna-Który-Ma-Zawsze-Rację nie wziął kurteczki. Troszkę nas zlało więc wsiedliśmy z powrotem w metro i podjechaliśmy pod Łuk. Raptem dwa zdjęcia i jeszcze raz schowaliśmy się w podziemia. W międzyczasie okazało się, że jest jeszcze jedna atrakcja turystyczna pod którą oboje nie byliśmy – La Défense.

La Défense to właściwie cały dystrykt wielkich wieżowców. Nam generalnie chodziło o zobaczenie Grande Arche. Dwudziestowieczna wersja Łuku Triumfalnego wkrótce pojawiła się na naszych aparatach. Nie zachwyciła mnie zbytnio, ale jak archeologa może zachwycić coś tak młodego? Myślę, że to kwestia gustu po prostu. W każdym bądź razie zdążyliśmy już zgłodnieć. Tomek wymyślił, że pojedziemy na dosłownie drugi koniec miasta do tajskiej restauracji. Czemu nie? Półtorej godziny później w strugach deszczu wciąż szukaliśmy tej knajpki. Niestety… była zamknięta. Nie zrażeni tym faktem, w końcu znajdowaliśmy się w chińskiej dzielnicy, poszukaliśmy czegoś innego. Jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu trafiliśmy do bardzo smacznej i taniej azjatyckiej jadłodajni. Ponieważ byliśmy strasznie przemoczeni, już nie bardzo nam się uśmiechało zwiedzać dalej i wróciliśmy do hotelu.

29 czerwiec

Kolejny dzień w Paryżu również przywitał nas deszczem. Na szczęście dzisiaj czekał nas tylko lot z Orly.  Muszę przyznać, że nawet dosyć szybko się na niego dostaliśmy. Trzy przesiadki, jeden mało ważny bilet. Dotarliśmy w końcu do stacji Anthony, skąd odjeżdżał specjalny pociąg na lotnisko. Czas jazdy 8 min, cena – 8,70 euro.  Do tej pory uważam, że było to nieco nieadekwatne do siebie. Niestety transport do portów lotniczych zazwyczaj to w sobie ma. Byłam już na różnych lotniskach, nie mniej jednak w Paryżu bardzo uderzył mnie widok wojska z kałasznikowami. Groźnie wyglądali, dużo groźniej niż to, co widziałam rok temu w Indiach.  Zazwyczaj w Europie nie spotyka się uzbrojonych wojskowych. Zazwyczaj. Dziś widocznie było inaczej.  Nie wiem dlaczego mi się wydawało, że lot z Paryża do Londynu będzie trwał dwie godziny. Chyba i wyłącznie było to spowodowane faktem, że nie latam nigdy na krótkie dystanse.  Po 45 minutach, i ledwie skończonym serwisie pokładowym (udało się chociaż jednego drinka dostać) wylądowaliśmy w końcu w przepięknej Anglii. 3 godzinki później powitaliśmy naszą pustą lodówkę.

To nie koniec naszych przygód – za 4 miesiące czeka nas podróż dookoła świata!


Zobacz galerię zdjęć z Francji na smieszynkaphoto.com