South Coast Path

Etap 2: Corfe Castle – Lulworth – Weymouth

Lulworth
Lulworth
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka
16 listopad
Pobudka 5 rano, szybkie pakowanie plecaków i w drogę. Najpierw autobusem do Poole, później kolejnym do Corfe Castle. Pogoda wybitnie ładna. Słoneczko, czyste niebo ale dosyć zimno. Zaczynamy swoją wędrówkę od miejsca gdzie skończyliśmy. Do głównego szlaku mamy stąd ok. 4km. Dochodzimy do Chapman’s Pool i tu czeka nas pierwsza niespodzianka. Z powodu osuwiska część szlaku jest zamknięta. Ale co to dla nas… Może uda się na przełaj. Tomek mówi, że w dole widzi mostek i jakąś ścieżkę. Przechodzimy przez ogrodzenie i schodzimy ostrożnie w dół. Na dnie dolinki płynie strumyczek przeradzający się w bagienko. Po drugiej jego stronie zaczynają się bardzo gęste krzaki z kolcami. Ubłoceni całkowicie próbujemy się przez nie przedrzeć. Po 15 minutach rezygnujemy. Nie da rady. Trzeba się wrócić. Cali w błocie (tak, dokładnie błoto było wszędzie) wracamy 1.5 km do miejsca w którym jest obejście. Niestety, dziś jest kompletnie pod górkę. Szlak zamknięty do marca. Znowu wracamy, tym razem do miejsca, w którym zaczęliśmy, prawie 4km! Sprawdzamy na mapie, nie ma innej opcji trzeba iść asfaltem kolejne 8 km. Pełni optymizmu, że najgorsze już za nami, dochodzimy do punktu, gdzie jest dalsza część szlaku. Robimy krótki przystanek na ławeczce nad zatoką. Ale dzień miałby mniej wrażeń gdyby nie fakt, że kolejny etap tez jest zamknięty! Okazało się bowiem, że ta część trasy biegnie przez teren wojskowy i przez 6 weekendów w roku, wojsko urządza sobie tam strzelania. Oczywiście w nasz weekend! Jako ze żadne z nas nie chciało się stać celem ruchomym, postanowiliśmy znowu zrobić obejście. Znowu po asfalcie. Do naszego dzisiejszego celu – Lulworth – jeszcze 10 km. Tak, tak, to miał być spacer z rodzaju: krótki. Ja osobiście miałam już dosyć. Moje nogi tak średnio lubią nawierzchnie asfaltowa, a kolana ją wręcz nienawidzą.
Lekko podłamani kierujemy się w stronę Lulworth. Na ktorymś z kolei zakręcie Tomek mówi: chodź, widzę że Ci ciężko, tam jest kawałek trawy, przepakujemy plecaki. I tak, w tym jakże przepięknym miejscu, na zakręcie, w pośrodku hmm… niczego, ze strzałami w tle, postanowiłam, ze niczego innego nie pragnę jak… zostać żoną Tomka 😉
Po krótkiej fascynacji tym nowym, niespodziewanym faktem zebraliśmy się w dalszą drogę. Przed nami jeszcze 15 km. Kilometr dalej, czekała na nas kolejna niespodzianka (w zasadzie to już się zdążyliśmy przyzwyczaić), droga asfaltowa do Lulworth zamknięta! Na szczęście właśnie przejeżdżał tamtędy jeden z nielicznych samochodów. Łapiemy stopa! (tzn. ja łapie, bo Tomek jeszcze nigdy nie jechał ;)) Bardzo miła i uprzejma pani zlitowała się nad dwójką totalnie zmęczonych i ubrudzonych ludzi (na szczęście w środku samochodu wcale czyściej nie było) i podwiozła nas do Wareham. Krótka wizyta w informacji turystycznej upewniła nas, że dzisiaj jakoś wybitnie szczęście w chodzeniu nam nie sprzyja. Autobus do Wool wprawdzie jeździ, ale już nie o tej godzinie. Pozostaje pociąg. Stacja oczywiście na drugim końcu miasta. Wsiadamy w pociąg i dojeżdżamy na miejsce. Z Wool do Lulworth jeszcze 5 mil piechotą. Podobno nic nie kursuje. Podobno. Nigdy nie wierz we wszystko co mówią. Sprawdź sam. Załapaliśmy się na ostatni autobus do Lulworth.
Bilans dnia: autobus, autobus, krzaki/błoto, asfalt, asfalt, stop, pociąg, autobus, i widok na jej twarzy: bezcenny 😉
Etap uważamy za zaliczony;)
17 listopad
Kolejny dzień zaczęliśmy od zatoki w Lulworth. Ruszyliśmy w stronę najbardziej turystycznego chyba miejsca w Dorset, sławnego Durdle Door. Zaraz obok niego jest, wg. mnie, dużo ładniejsze miejsce zwane Man of War Bay. Śliczna zatoka nad którą postanowiliśmy napić się wczorajszego szampana. Pogoda już mniej słoneczna niż dzień wcześniej sprawiła, że praktycznie kolejna część trasy do Weymouth przeszliśmy prawie bez odpoczynku. Zatrzymaliśmy się tylko dwa razy. Raz żeby dopić w końcu szampana do końca, bo bez sensu było go nieść. I drugi raz na kawę jakieś 5 mil przed Weymouth. Trasa generalnie była wymagająca. Prawie cały czas góra, dół, góra, dół, płasko zrobiło się dopiero po ostatnim postoju.
W każdym bądź razie rok 2013 zamknęliśmy z ok. 150km South Coast Path, czyli 15% za nami!

16 Listopad

17 Listopad

Zobacz galerię zdjęć z Wielkiej Brytanii na smieszynkaphoto.com