GR20 Korsyka

GR 20 Korsyka – Refuge de Carozzu

GR20 Korsyka Refuge de Carozzu
GR20 Korsyka Refuge de Carozzu
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

16 czerwca 2014

Nie wiem dlaczego ale cały czas nasze wieczorne postanowienia i plany na dzień kolejny trafiał, brzydko mówiąc, szlag. Nie inaczej było w poniedziałek.  Chcieliśmy wstać o 4 rano. Naprawdę. Tylko, że o 2.40 nad ranem zaczęło grzmieć i właśnie mi się przypomniało o suszącym się praniu na zewnątrz. Taaaaak, coś mi się wydaję, że plan wyjść wcześniej właśnie uległ modyfikacji.  Oczywiście również przemókł nam namiot, bo dlaczego nie? Skoro już pada… O 6 rano wystawiliśmy nos z namiotu, zbierało się na burzę, niezbyt przyjemna perspektywa w górach. Tak, tak, ja na węch sprawdzam, góralski taki mam specjalny, to wiem kiedy będzie padać. Postanowiliśmy, że nigdzie dzisiaj nie idziemy. Trochę się przestraszyliśmy wczoraj, a mi jakoś ta woda z wodospadów to na cerę szkodzi i w ogóle. To nie, dzisiaj, nie.  Dobra, z ręką na sercu przyznam się, że się cholernie baliśmy wyjść w takie warunki. Jakoś się tak składa, że oboje bardzo kochamy to swoje życie i nie na rękę nam za bardzo je stracić.

Dyskutowaliśmy jeszcze z rana z naszymi nowymi znajomymi czy iść, czy nie. Co cztery głowy to nie jedna w końcu. Poza tym nic tak nie pomaga jak wspólne przekonywanie się nawzajem w decyzji. Koniec końców Kasia z Tomkiem spakowali się w dalszą drogę i wyszli. My zostaliśmy. Zaczęliśmy rozwieszać wszystkie nasze rzeczy na każdym możliwym drzewie. Przenieśliśmy namiot na lepsze miejsce – tak teraz w końcu mogliśmy je sobie wybrać! W międzyczasie  Kasia z Tomkiem wrócili, gdyż burza na szlaku miała się zacząć już za chwilkę.  Ucieszyliśmy się, że nie będziemy przez cały tydzień sami w tej chatce, pośrodku niczego.

Co można robić przez cały dzień w górach w schronisku? Tomek zrobił okop wokół namiotu, później obudował go kamieniami i naciągnął namiot. Wysuszyliśmy wszystkie rzeczy, pogadaliśmy trochę, zjedliśmy dokładnie ten sam obiad. Generalnie nic się nie działo, ale przynajmniej humory nam się poprawiły. Dzisiejsza grupa była nieco mniej liczna, więc też jakoś tak luźniej było. Najbardziej ucieszyliśmy się jednak z faktu, że w końcu było więcej obcokrajowców.  Usłyszeć angielski pośrodku tego francuskiego morza to był balsam dla naszych uszu. Udało nam się porównać doświadczenia z innymi uczestnikami GR20. Królowały tematy kto ile niesie, ile czasu mu to zajmuje, i ogólne odczucie trudności a także różne inne historie ze szlaku czyli ile razy wpadłeś/wpadłaś do rzeki;) Tak nam właśnie minął cały dzień. Plan na jutro – wstać o 4 rano, zdążyć przed deszczem, załapać się na ciepły prysznic.


Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.com