GR20 Korsyka

GR20 Haut Asco / Korsyka, Bastia

GR20 Haut Asco
GR20 Haut Asco
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

18 czerwiec 2014

Dziś obudziliśmy się totalnie wkurzeni. A właściwie obudziło nas słońce. Tak, najpiękniejsze słońce jakie kiedykolwiek mieliśmy podczas GR20. Dlaczego od rana się denerwowaliśmy? Wczoraj sprawdzaliśmy pogodę i według prognozy miała być największa burza wszechczasów. Dlatego też nawet nie mieliśmy zamiaru iść w góry. A tu od rana taka niespodzianka – błękitne niebo, brak chmureczek, ciepło, słoneczko świeci. Wymarzona pogoda.  Sprawdzamy prognozę jeszcze raz, nic się nie zmieniło. Burza będzie, jak nie teraz to za niedługo.  Generalnie jest już za późno, żeby wyjść. Jakbyśmy wiedzieli wczoraj, albo gdybyśmy nie sprawdzili prognozy, to już od godziny bylibyśmy w trasie. Wielka rozkmina co tu zrobić. Iść i może jeszcze zdążymy przed burzą? Czy nie iść i tak jak mieliśmy wrócić na plażę? Ciężko, oj powiem wam, ciężko było się zdecydować. Zajęło nam 1,5h zanim podjęliśmy męską decyzję. W międzyczasie przedyskutowaliśmy wszystko z Kasią i Tomkiem.  W końcu oni stwierdzili, że idą, a my… że NIE.   Bardzo nie chcieliśmy się ścigać z burzą na najbardziej trudnym odcinku.  Poza tym ta pogoda już nam bardzo działała na nerwy. Czy decyzja była dobra czy nie trudno stwierdzić. Kasia z Tomkiem zdążyli przed burzą i dokończyli GR20 odcinek północny.  Też mogliśmy, ale nie żałujemy decyzji. Udało nam się przeżyć jeszcze bardziej fascynujące wakacje niż planowaliśmy. Co do samego GR20, kiedyś go dokończymy. Tak naprawdę zależało nam na dowiedzeniu się, czy jesteśmy w stanie to przejść. I w ciągu tych trzech dni chodzenia, ani razu nie byliśmy zmęczeni i wszystkie etapy przechodziliśmy w czasie krótszym niż podawany. Skoro już wiedzieliśmy, że możemy, przestało nam troszeczkę zależeć, żeby zrobić to za wszelką cenę. W każdym bądź razie decyzja podjęta: przerywamy GR20, jedziemy do Ponte Leccia a  stamtąd pociągiem do Bastii.

Odczekaliśmy swoje na busa z kierowcą ani-trochę-nie-mówiącym-po-angielsku. Udało nam się zmieścić razem z resztą turystów kończących swoją przygodę z górami. Rozpoczęła się jazda krętą drogą w dół, która zadziałała na Śmieszynkę mniej więcej tak samo jak niebiański trakt 1000 zakrętów w Bhutanie rok wcześniej. Po mniej więcej godzinie tych tortur dotarliśmy na dworzec w Ponte Leccia. A stamtąd złapaliśmy pociąg do Bastii.  Już w trakcie tej podróży zaczęliśmy się zastanawiać co tu dalej zrobić, bo przecież plackiem na plaży leżeć nie będziemy. I tak powstał plan, żeby popłynąć promem do Nicei lub Marsylii i zwiedzić sobie południe Francji. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Wysiedliśmy w Bastii, zrobiliśmy parę rundek po centrum i zahaczyliśmy o informację turystyczną. Była to jedna chyba z najlepszych w jakich byliśmy. Przemiły pan pomógł nam anulować bilety lotnicze z Korsyki do Paryża. Dlaczego nie zrobiliśmy tego sami? Żadne z nas niestety nie mówi na tyle po francusku, by podjąć się wyzwania. Ponadto ten sam uprzejmy człowiek znalazł nam camping oraz sprawdził bilety na prom. Wymęczyliśmy go na tyle, że sami zrobiliśmy się głodni. Po upewnieniu się, że kawiarnia posiada wi-fi zasiedliśmy do planowania. Pomiędzy jedną luźną sugestią a drugą powstał nowy plan. Który brzmiał mniej więcej tak: (Śmieszynka) “Może pojedziemy na Mont Blanc stopem?”. Brzmi jak bardzo solidny plan, nie? Tomek też tak pomyślał, a jego odpowiedź mniej więcej wyglądała tak: ” Dobra, czemu nie?”.  Proste! Jedziemy na Mont Blanc.  Od tego momentu projekt “GR20 Korsyka” zmienił nazwę na “GR20 Korsyka czyli jak wylądowaliśmy na Mont Blanc”.

Ucieszyliśmy się niezmiernie z naszego pomysłu i tego, że mamy w końcu jakiś plan. Kupiliśmy więc bilety na prom do Livorno na następny dzień. Po czym udaliśmy się na poszukiwanie kempingu, który był niby jeszcze w mieście, ale w zasadzie to już trochę poza. Wycieczka miejskim autobusem trwała z dobre pół godziny (a Bastia wielkim miastem to nie jest). Wysiedliśmy… gdzieś. Mieliśmy się kierować w stronę morza, więc przeszliśmy jakimś przejściem podziemnym i wylądowaliśmy na torach kolejowych. Tak się rozglądamy, czy to na pewno tędy biegnie droga. Niby jacyś ludzie idą po tych torach, więc poszliśmy i my. Później się okazało, że tamtędy jeżdżą pociągi i to nawet dosyć często.  Dotarliśmy na kemping i rozstawiliśmy nasz namiot jakieś 100 metrów od plaży. Skorzystaliśmy z faktu, że w zasadzie dzisiaj już nic nie musieliśmy robić i położyliśmy się na piasku. To były nasze 2 godziny leżenia na plaży podczas tego urlopu. Więcej nie wytrzymaliśmy;)

Korzystając z faktu, że w końcu jesteśmy wśród jakiejś cywilizacji i mamy zasięg, udało się włączyć internet w telefonie i zarezerwować hotel na następny dzień.  Przy okazji na fejsbuczku Śmieszynka podzieliła się nowym planem z Ulcią i dostaliśmy 1001 porad “jak złapać stopa”. Bardzo dziękujemy, przydały się, oj przydały.  O czym napiszę w następnym poście.


Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.com