GR20 Korsyka Informacje Praktyczne

GR20 Informacje praktyczne

GR20, Co, Gdzie, Jak?
GR20, Co, Gdzie, Jak?
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Co to jest GR20?

GR20 jest uważany za jeden z najtrudniejszych szlaków górskich w Europie. Biegnie z północy na południe Korsyki (bądź na odwrót jak kto woli). Jego długość to prawie 200 km na przemian raz w górę, raz w dół.  Trasa podzielona jest na 15-16 etapów (w zależności od przewodnika), które różnią się zarówno długością, trudnością jak i czasem przejścia. Najkrótsze odcinki można zrobić w 4h, najdłuższe w osiem.

Co takiego jest trudnego w tym szlaku?

Wszystko i nic.  Powodzenie w ukończeniu zależy od Twojej kondycji psychicznej i fizycznej, z przewagą chyba tej pierwszej. Technicznie szlak nie jest trudniejszy niż Orla Perć w Tatrach.  Z jedynym zastrzeżeniem, że w większości miejsc, gdzie spodziewałbyś się łańcuchów, tam właśnie ich nie ma. Generalnie ścieżka jest dosyć dzika.  Pod tym stwierdzeniem rozumiem brak wyłożonego kamyczkami/płytami szlaku tak jak ma to miejsce w Tatrach czy Alpach. Nie ma żadnych ulepszeń, jest wąsko, czasami bardzo niebezpiecznie, ale wszystko jest do przejścia. W przypadku deszczu, gradu i burzy sytuacja ta niestety się komplikuje. Absolutnie odradzam chodzenie w takich warunkach. Górskie malutkie strumyczki zamieniają się w rwące potoki z wodospadami, przez które z mniejszym bądź większym uszczerbkiem dla suchości butów, trzeba przejść. Poza tym duża część trasy biegnie po płytach granitowych, które podczas ulewy są bardzo śliskie. Nie trudno wtedy o wypadek. My właśnie się wybraliśmy w taką pogodę i byliśmy lekko przerażeni o czym możesz przeczytać tutaj. Przy założeniu, że cały czas mamy piękne słońce, GR20 nie jest jakoś szczególnie ciężkim szlakiem.  Trzeba jedynie wytrwać 10-15 dni chodzenia po górach z plecakiem, spanie pod namiotem, zimny prysznic oraz mało pożywne obiady. Pestka! Kondycyjnie zawsze można się przygotować wcześniej, o czym w piszę w ostatnim podrozdziale.

Etapy

 

Od – do Najwyższy punkt Podejście Zejście Czas ↓ Czas ↑  Km
Calenzana (275 m) – Refuge d’Ortu di u Piobbu (1520 m) 1550 m 1295 m 50 m 6h30 5h00  21
Refuge d’Ortu di u Piobbu (1520 m) – Refuge de Carrozzu (1270 m) 2020 m 667 m 917 m 7h00 5h00  13
Refuge de Carrozzu (1270 m) – Refuge d’Asco Stagnu (1422 m) 2010 m 790 m 638 m 6h10 4h45  6
Refuge d’Asco Stagnu (1422 m) – Refuge de Tighjettu (1683 m) 2183 m 999 m 738 m 6h00 6h00  8
Refuge de Tighjettu (1683 m) – Refuge de Ciottulu di i Mori (1991 m) 1991 m 607 m 78 m 4h00 4h00  14
Refuge de Ciottulu di i Mori (1991 m) – Refuge de Manganu (1601 m) 1991 m 643 m 1033 m 8h00 8h00  25
Refuge de Manganu (1601 m) – Refuge de Pietra Piana (1842 m) 2225 m 830 m 589 m 6h30 6h00  10
Refuge de Pietra Piana (1842 m) – Refuge de l’Onda (1430 m) 1842 m 490 m 902 m 4h50 5h15  11
Refuge de l’Onda (1430 m) – Vizzavona (920 m) 2141 m 711 m 1221 m 6h05 6h40 11
Vizzavona (920 m) – Bergeries de Capannelle (1586 m) 1640 m 890 m 224 m 5h15 4h50 16
Bergeries de Capannelle (1586 m) – Refuge de Prati (1820 m) 1840 m 642 m 408 m 6h10 6h00  19
Refuge de Prati (1820 m) – Refuge d’Usciolu (1750 m) 2041 m 677 m 747 m 5h45 6h30  10
Refuge d’Usciolu (1750 m) – Refuge d’Asinao (1530 m) 2134 m 845 m 1065 m 8h00 8h30  17
Refuge d’Asinao (1530 m) – Refuge de Paliri (1055 m) 1536 m 429 m 910 m 7h00 7h20  18
Refuge de Paliri (1055 m) – Conca (252 m) 1055 m 160 m 926 m 5h00 6h15  12

(Źródło: http://corsica.forhikers.com/gr20 oraz http://www.le-gr20.com/gb/gr20-trek-stages/sixteen-stages/ )

Etapy posiadają również swoje alternatywne trasy. Podane czasy i długości odnoszą się do najczęściej wybieranych wariantów alpejskich. Szczerze powiedziawszy osobiście nigdy nie widziałam zejścia na opcję doliną. Możliwe, że nie będąc zupełnie tym zainteresowana nie zwracałam uwagi. Generalnie czasy się różnią w zależności od przewodnika, inne czasy również podane są na tabliczkach w każdym schronisku. Dla porównania nasz 1 etap trwał 6h 15min, drugi 8h (złe warunki pogodowe), a trzeci 5h 30 min.

GR20 - Trasa

GR20 – Trasa

Jak się tam dostać i… wydostać?

Istnieje kilka możliwości. Wszystko w zależności czy robimy GR20 z północy na południe czy na odwrót. Najbardziej popularną wersją jest wariant  N-S.

Samolotem:
Opcja nr 1:  na lotnisko w Calvi, a potem taksówką do miasta, bądź od razu do Calenzany. Ceny wyższe w weekend.

Opcja nr 2:  na lotnisko w Figari, a potem taksówką do Conca. Wtedy zaczynamy GR20 z południa na północ. (To jest w zasadzie opcja na wydostanie się z wyspy. Conca jest miejscowością, w której generalnie kończy się GR20)

Opcja nr 3: na lotnisko w Figari, a potem wynajmujemy samochód i zostawiamy go na lotnisku w Calvi. Wtedy  zaczynamy GR20 z północy na południe.

Promem:
Opcja nr 4:  z Nicei (FR) lub Savony (IT)  do Calvi. My wybraliśmy lot do Nicei, jedną noc w hotelu, a następnie prom o 8 rano. Do Calvi dopływa się ok. 14tej.

Samochodem:
Opcja nr 5:  I tak sprowadza się do promu 😉 Nie mam pojęcia, jak wygląda pozostawienie auta na parkingu na tak długi czas. Plus trzeba po niego jeszcze później przyjechać z drugiego końca wyspy.

Calvi – Calenzana – kursuje jeden autobus dziennie (warto się nie spóźnić). Bilety kupuje się w biurze podróży na przeciwko przystanku. Wszyscy wiedzą, gdzie to jest, jeżeli tylko potrafisz się dogadać po francusku. Jeżeli nie, to powiedzą Ci po angielsku w informacji turystycznej, która jest kilkanaście metrów od przystanku. Aktualny rozkład jazdy znajdziesz tutaj.

Zejść ze szlaku i dostać się do cywilizacji można w kilku miejscach:

  • Haut Asco – koniec trzeciego etapu, dojazd do Ponte Leccia.
  • Col de Verghio – szósty etap, droga D84, bus z Corte do Porto (jeździ sezonowo).
  • Vizzavona – etap dziewiąty, koniec odcinka północnego, bus/pociąg do Ajaccio, Basti i Calvi.
  • Capanelle – etap dziesiąty, droga do Ghisoni, niewielki ruch.
  • Col de Bavella – pomiędzy 13 a 14 etapem, droga D268 do Ajaccio, możliwość autostopu.
  • Conca – koniec GR20, taksówka, autostop, bus na lotnisko.

 

Kila podstawowych informacji

Kiedy jechać?

Szczyt sezon przypada na lipiec i sierpień. Jest wtedy najwięcej turystów, najmniej miejsca i gwarancja pogody. My wybraliśmy się od połowy czerwca do początku lipca i… lało, a burza w górach to nie jest coś na co codziennie czekasz. Tłumy też były. Przynajmniej ja uważam, że 70 osób w schronisku to już za dużo. A podobno było przed sezonem. Polecamy zacząć szlak w środku tygodnia. Wiele osób zaczyna w sobotę bądź w weekend, jak już dojadą  i robi się tłok.  Czytałam parę opisów wypraw wrześniowych i w większości się udały. Nam nasza czerwcowa niestety nie, ale kto przypuszczał, że złapie nas pomarańczowy alarm na burze, gradobicie i wyładowania atmosferyczne? Jeśli będziemy wracać z powrotem, to raczej w szczycie sezonu, kiedy pogoda będzie gwarantowana. Ja jestem z tych co wolą się smażyć na słońcu, niż moknąć i marznąć. Poza tym jakoś mi tak bezpieczniej na tym wyślizganym granicie jak jest sucho.

Mapy i przewodniki

Generalnie szlak jest dosyć dobrze oznaczony.  My mieliśmy ze sobą mapy IGN. Choć w zasadzie ani razu praktycznie z nich nie skorzystaliśmy. Dużo lepszym wyjściem jest chyba posiadanie przewodnika, który opisuje każdy etap po kolei. My niestety nie mieliśmy, ale za to każdy z kim siedzieliśmy przy stole pochwalił się swoją wersją. Czym się różnią? Podziałem na etapy, czasem przejścia i opisem trudności. W praktyce wyglądało to naprawdę różnie.

Mapy.

4250OT Mapa IGN Korsyka

IGN Top 25. Koszt ok. 50 zł za sztukę. Ja kupowałam przez ebaya. Szlak generalnie jest na tyle dobrze oznaczony, że można spokojnie obyć się bez mapy. No chyba, że planujesz trasę na bieżąco, wtedy się przydaje. Niestety nie ma na nich oznaczenia czasu przejścia odcinków. Warto sobie to zaznaczyć wcześniej w domu.

  • 4149 OT – mapa obejmująca początek GR20, niewymagana, znajduje się na niej pierwsza połowa pierwszego odcinka (dacie radę i bez mapy)
  • 4250 OT, Corte, Monte Cinto
  • 4251 OT, Monte d’Oro, Monte Rotondo
  • 4252 OT, Monte Renoso, Bastelica
  • 4253 OT, Aiguilles de Bavella, Solenzara

 

Przewodniki. Jako tako nic nie mogę polecić, gdyż nie zaopatrzyłam się w żaden. Każdy w zasadzie mówi co innego i podaje różne czasu przejścia oraz skalę trudności.

  • David Abram, Przewodnik Korsyka GR 20 i inne trasy piesze na wybrzeżu i w głębi wyspy, koszt 60 zł.
  • Przewodnik Cycerona po angielsku, GR20: Corsica, The High Level Route by Paddy Dillon, na Allegro za 90 zł
  • sąsiada ze stołu obok w schronisku… za darmo 😉

Nocleg

Schroniska/chatki. Bardzo, bardzo podstawowe. To nie są obiekty typu polskie schronisko nad Morskim Okiem czy w Beskidach. Zazwyczaj są to budynki jednopiętrowe. W środku podzielone na część sypialną i jadalną oddzielone drzwiami. Łóżka (szczerze tak bym tego nie nazwała) są 3 piętrowe. Rama zbita jest z trzeszczących desek i przykryta materacem.  W sali znajduję się ok. 15-20 miejsc noclegowych. Materace są nie pierwszej i nie dziesiątej świeżości. W słoneczne dni są wystawiane na zewnątrz w celu przewietrzenia. Nie ma żadnej pościeli. Ilość robactwa na cm2 – niezliczona. Główna zaleta – w czasie deszczu/burzy znajdujesz się pod dachem.  Cena tej przyjemności – 13 euro od osoby. Dodatkowo należy dokonać rezerwacji co najmniej pół roku wcześniej. Osobiście zupełnie odradzam.

Wynajmowane namioty. W schronisku można również wypożyczyć namiot firmy Quechua 2 seconds Easy, dwuosobowy w kolorze niebiesko-szarym. W zasadzie stoją one zazwyczaj już rozłożone przed budynkiem. Wymagana wcześniejsza rezerwacja. Do tego można również dostać maty samopompujące o różnych plamach i zaciekach pozostawionych przez poprzednich użytkowników.  Jest to dosyć popularna opcja wybierana przez Francuzów, którzy chcą zrobić GR20 na lekko, a bez odgłosów i zapachów znajdujących w środku schroniska. Jest to wariant nie pozbawiony ryzyka – ten namiot przemaka w trakcie gwałtownej burzy. Cena – 10 euro od osoby.

Własny namiot. Jest to chyba najbezpieczniejsza opcja ze wszystkich i najtańsza! Choć nie zapominajmy dalej jesteśmy we Francji. Cena za dwie osoby i namiot to koszt rzędu 14 euro.  Plusy – ciasne, ale własne. Nie skrzypi, nie śmierdzi i czystość odpowiada naszym standardom. Minusy – trzeba go niestety samemu nieść. Zalecana waga do 3 kg. Nie więcej! Nasz namiot ważył niecałe 2 kg. Nie jesteśmy jednak z niego do końca zadowoleni o czym przeczytacie w recenzji.

Łazienki/Prysznice
Definitywnie nie są przygotowane pod wybrednych turystów. Zazwyczaj znajdują się w osobnym budynku daleko od schroniska.Toalety znajdują się razem z prysznicami bądź osobno, w zależności od schroniska.  Prysznice czasem są podzielone na część męską i damską, ale nie zawsze. Mogą być do nich drzwi, ale nie muszą, a zazwyczaj są szeroko otwarte. Jeżeli jest upał na zewnątrz to zupełnie to nie przeszkadza. Natomiast kiedy jest zimno, człowiek zastanawia się czy na pewno jest na tyle brudny. Oczywiście ciepła woda to szczyt luksusu, którego niestety na GR20 raczej nie uświadczysz. Osobiście zdarzył mi się jeden letni prysznic w Haut Asco, ale brałam go o 11.30 w południe, kiedy jeszcze ludzi nie było za dużo. Generalnie całe zaplecze sanitarne jest rodem z krajów trzeciego świata. Pieniędzy Unii Europejskiej w górach nie widać.  Toalety czasami to po prostu okafelkowane dziury w ziemi. Jedyne wyjątki od reguły to hotele po drodze, a jest ich, o ile się nie mylę, w sumie trzy.

Jedzenie

Główny posiłek dnia. W schronisku jest możliwość wykupienia zarówno śniadania jak i obiadokolacji. Na oba posiłki wymagane jest złożenie rezerwacji. Na śniadania – dzień wcześniej, na kolację do godziny 17-17.30.  Jeśli dojdziesz do chatki później, nie będzie możliwości zamówienia obiadu. Jeżeli przyjdziesz wcześniej to na posiłek poczekasz co najmniej do 18tej. W schronisku po prostu gotuje się raz a dobrze i dla wszystkich. Nie ma żadnego wyboru potrawy, codziennie serwowana jest specjalność tygodnia. Co może Ci się trafić na talerzu? Zupa – zazwyczaj zabarwiona woda z kilkoma nitkami makaronu; drugie danie – makaron z sosem bądź soczewica z sosem, szczęśliwcy mogą liczyć na kawałek mięsa; ciasto – domowy wypiek. Przy dwóch dokładkach obiadem można się najeść. Po całym dniu na szlaku wydaję się on bardzo smaczny. Cena zestawu – 20 euro. Nie można kupić tylko zupy, albo tylko drugiego dnia.  Na koszt też nie należy narzekać – wszystkie produkty albo zostały wyniesione przez ludzi i zwierzęta lub zrzucone helikopterem.

Śniadanie. Nie byliśmy do końca przekonani co do śniadania za 10 euro w schronisku czyli chleba z dżemem. Długo się zastanawialiśmy co można by było jeść w górach przy jednoczesnym nieprzeciążaniu naszego plecaka. Odpowiedź znaleźliśmy na blogu Łukasza Supergana, dokładniej w poście “Jak zabić głoda – dieta na długi treking“.  Za jego przykładem kupiliśmy sobie owsiankę w saszetkach do zalania wodą z dodatkiem połowy tabliczki czekolady. Jest to chyba najszybsze i najlepsze śniadanie, jakie kiedykolwiek jedliśmy w górach, a w dodatku lekkie. Dodatkowo i tak mieliśmy ze sobą palnik wraz z garnkiem i pokrywko-patelnią, więc nie musieliśmy stać w kolejce do kuchni.  Czas przyrządzenia owsianki – 90 sekund.

Jedzenie w drodze.  Wszystko zależy od Ciebie. Biorąc pod uwagę, jak nam szybko poszło z etapami, nie jedliśmy wiele na trasie. Gdzieś zazwyczaj w połowie mieliśmy przystanek na batonika/czekoladę i tyle. Tomek wziął sobie z domu zapas wysokoenergetycznych batonów w góry.  Mi akurat one jakoś za bardzo nie zasmakowały.  Pozostałam przy swoich Snickers’ach.

Gotowanie samemu. Są generalnie dwie opcje. Pierwsza zakłada, że masz swój własny palnik i naczynia. Druga, że korzystasz z rzeczy schroniskowych. W każdym miejscu kwestia gotowania miała się różnie. Dla przykładu: w Refuge de Ortu di u Piobbu niedaleko toalet znajdowało się wydzielone zadaszone miejsce z palnikami (nie pamiętam czy były naczynia); w Refuge de Carozzu kuchenki gazowe wraz z garnkami były umiejscowione w głównej sali schroniska. W Haut Asco w zasadzie było najlepiej ze względu na fakt, że tam dochodziła droga asfaltowa. Murowany hostel posiadał normalnie wyposażoną kuchnię.  Jeżeli chcesz gotować korzystając ze wspólnych naczyń i palników, weź pod uwagę, że razem z Tobą jest ok. 70 innych osób i też mogą mieć podobne zamiary, a palników jest od 2-4.

Kuchnia dla własnego użytku. GR20.

Zaopatrzenie

Gaz. Niestety jest to jedyna część ekwipunku, której nie wniesiesz na pokład samolotu. Ci, którzy mają doświadczenie z palnikami, wiedzą, że jest kilka rodzai kartuszy i najlepiej jeśli w danym kraju mają je wszystkie.  W Calvi  są dwa sklepy, mniejszy SPAR i bardzo duży SUPERMARCHE (ok. 1.5 km od centrum/promu). W tym pierwszym dostępne są tylko kartusze nabijane na Campingaz. W tym drugim, wszystkie rodzaje i wielkości Campingazu oraz Colemana gwintowanego (nakręcanego).  W Calenzanie oba rodzaje gazu można dostać również w mitycznym już SPAR’ze. Jest to jedyny sklep w tej miejscowości, więc nie sposób go przeoczyć. Dodatkowo, ku naszemu zdziwieniu, gaz można również dostać w schroniskach. Co prawda, nie widziałam w pierwszym z nich, ale w kolejnych już jak najbardziej i też oba rodzaje.

SPAR w Calenzana, GR20.

Jedzenie. Tak jak i w przypadku gazu, w większość produktów można się zaopatrzyć w Calvi w obu sklepach bądź w Calenzanie w SPAR. Również w schroniskach można co nieco zakupić. Ceny mogą się różnić w zależności od dnia. Duży wpływ na to ma wykorzystany środek transportu. W schroniskach górskich dostępne są czekolady/batony, piwo lokalne – Pietra, wino, makaron. Bardzo istotna informacja dla zwolenników kanapek – nigdzie wysoko w górach nie można kupić chleba. Za to w obiektach położonych przy drodze można go znaleźć wraz z szynką, serem, herbatą, sosami, ryżem, napojami. Tam też warto ugotować sobie obiad samemu, jeśli mamy czas. Dodatkowo na całą trasę GR20 zaleca się wziąć 3 porcje suchego prowiantu w razie czego.

Woda. W każdym schronisku jest ogólnie dostępna kranówka. Od czasu do czasu po drodze można również napotkać strumyczki. Nie mam zielonego pojęcia jak jest z ich czystością. My dla świętego spokoju naszych żołądków mieliśmy ze sobą tabletki z chlorem. Generalnie jeżeli temperatura na zewnątrz wynosi ponad 25 stopni i świeci mocno słońce zaleca się zabranie co najmniej 3 litrów wody na osobę.  Trochę w to nie wierzyliśmy, ale po pierwszym dniu przekonaliśmy się, że jest to całkowitą prawdą.  Podczas łączenia etapów powiedziałabym nawet, że tej wody potrzeba trochę więcej. Ponieważ nie jestem fanem kranówki, a tym bardziej wody z chlorem, wzięliśmy ze sobą tabletki z multiwitaminą i z izotonikiem.  Smak jest lepszy i dodatkowo dostajesz zastrzyk witamin, których raczej nie uświadczysz podczas 14 dniowej wyprawy.

Co ze sobą zabrać czyli co wzięliśmy my.

Ten punkt jest na tyle obszerny, że postanowiłam go zawrzeć w osobnym wpisie. Przy okazji wyjaśnię jak się spakować na dwa tygodnie w 15kg.  Postaram się omówić, każdy nawet najmniejszy kawałeczek sprzętu, ubrania i apteczki. Tak naprawdę na tej trasie liczy się każdy gram. Bo niby to się tak wydaję, a wezmę jeszcze to, i to, i tamto… przecież to nic nie waży. Po czym podnoszę plecak, a on wciska mnie w ziemię i nie mogę się wydostać. My wzięliśmy dwa plecaki, Tomka (18kg – tylko dlatego, że się kłócił o batoniki, których i tak nie zjadł) i Śmieszynki (15kg). Przydało się absolutnie wszystko 😉  Jak w środku wyglądały, poczytacie o tym w poście GR20 – Ekwipunek.

Jak się do tego przygotować?

GR 20 to nie kaszka z mleczkiem. To nie weekendowy wypad po którym wracasz do domu i leżysz cały tydzień.  O nie, codziennie musisz wstać, założyć ciężki plecak i iść, pod górę i w dół, i znowu do góry… i tak przez 14 dni. Jak się do tego przygotować?

Tomka plan treningowy polegał na bieganiu co najmniej dwa razy w tygodniu, plus codziennie 8 km jazdy na rowerze (do pracy, tam i z powrotem).

Mój plan treningowy również polegał na bieganiu. Niestety, aż tak systematyczna nie byłam. Czasem zdarzało mi się 3 razy w tygodniu, a czasem tylko raz, bądź w ogóle. Jakieś sześć miesięcy przed podjęciem się przejścia GR20 trafiłam na stronę z treningami dla alpinistów. Wybrałam sobie wariant pod siedmiotysięcznik. A co! Zrobiłam pierwsze dwa miesiące, gdyż kolejne wymagały niestety wejścia powyżej 2000 m., a nie miałam akurat pod ręką żadnego szczytu. W każdym bądź razie bardzo mi pomógł. Opierał się na jednym niezwykle prostym a skutecznym ćwiczeniu – chodzeniu po schodach. I to starałam się robić już bez żadnego programu. W swoim bloku mam dokładnie 32 stopnie w dół i 32 w górę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, pfff, co to jest. Po 45 okrążeniu zaczynasz ociekać potem, a przy setnym naprawdę masz dość. Sąsiedzi również mają Ciebie dosyć. W szczególności jeśli robisz to trzy razy w tygodniu, a w bloku nie ma windy. Po pewnym czasie, kiedy idzie już za łatwo, ubierasz plecak, pakujesz to środka ciężarki i już nie myślisz, że jest za lekko. A teraz fakty:

1). zaczęłam od 45 okrażeń (góra+dół), doszłam do 120,

2). dodałam 6 kg do plecaka i z powrotem zaczęłam od 45, doszłam do 90,

3). dodałam kolejne 6 kg (w sumie 12), 45 okrążeń – finalnie do 90,

Na GR20 nie miałam żadnych problemów, nogi nie bolały, ramiona nie bolały. W zasadzie czułam się wypoczęta.  Postępy w treningu sprawdzaliśmy robiąc trasę South Coast Path (1008 km).  Jest to ścieżka ciągnąca się wzdłuż wybrzeża Anglii, po klifach. Można rzec, że dosyć falisty teren. Na pierwszy rzut przed rozpoczęciem treningu ledwo przeszliśmy 18 km, za to kolejne etapy to już 50 km i 86 km.  Widzieliśmy rezultaty 😉

Czy warto?

Czy warto przez 14-15 dni iść z ciężkim plecakiem, raz w górę, raz w dół przez 200 km? Oczywiście! Dla osób, które kochają góry, to jakby zapytać czy jest sens oddychać. Cisza, spokój, wschody i zachody słońca, a przede wszystkim cudowne widoki są w stanie wynagrodzić trud wędrówki. Poza tym pamiętajcie, robimy to dla przyjemności w ramach odpoczynku i relaksu 😉

Przydatne linki:

Kocham Góry Blog Kasi Nizinkiewicz – opis GR20, dzień po dniu, na początku lipca oraz we wrześniu. Dużo przydatnych informacji.

Zobacz galerię zdjęć z Francji na smieszynkaphoto.com