GR20 Korsyka

GR20 Korsyka Etap 3: Refuge de Carozzu – Haut Asco

GR20 Korsyka Etap 3: Refuge de Carozzu - Haut Asco
GR20 Korsyka Etap 3: Refuge de Carozzu - Haut Asco
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

17 czerwiec 2014

Po raz chyba pierwszy od paru dniu udało nam się wykonać plan założony dzień wcześniej. Obudziliśmy się o 4 rano, nie padało, więc zaczęliśmy się zbierać. Wiem, że wstawanie o tej porze na urlopie w odczuciu większości ludzi jest nieco nienormalne i wskazuje na zaawansowane stadium jakiejś choroby, ale chcieliśmy zdążyć przed burzą. Udało nam się wyzbierać na 5.30 czyli akurat na moment kiedy zaczęło świtać. Pełni sił i energii zaczęliśmy naszą wędrówkę.  Zaraz za schroniskiem zaczęły się łańcuchy, których tak na dobrą sprawę nie musiało tam być.  To w ogóle jest dziwna korsykańska mentalność, którą spostrzegliśmy już wcześniej.  Łańcuchy instalują w miejscach, gdzie można się bez nich obejść, a tam gdzie są naprawdę potrzebne, ciężko je uświadczyć. Doprawdy nie wiem co to za filozofia. Wciąż mnie dziwi, że na takie warunki jakie tam są, tak mało ludzi spada.  Co prawda, większość turystów jest bardzo doświadczona i dysponuje bardzo dobrym sprzętem, w przeciwieństwie do np. polskich turystów na Orlej Perci, ale to tak naprawdę wystarczy chwila nieuwagi i robi się nieciekawie.

Wracając do ścieżki, odcinek płyt granitowych z łańcuchami prowadzi do jednej z atrakcji GR20, a mianowicie do mostku na linach.  Zaraz przed nim wisi tabliczka o dozwolonej jednocześnie ilości osób w liczbie dwóch. No to sobie razem na niego weszliśmy. Generalnie Tomek myślał, że ja się boję. Ja myślałam, że on.  I tak razem szliśmy nawzajem się uspokajając. Tomek: “Tylko nie patrz w dół, powoli noga za nogą do przodu”. Ja (myślę): “Co? Mam nie patrzeć w dół? Przecież to największa zabawa! No, ale może to mówi do siebie, bo się boi?” Ja (mówię): “Trzymaj się obiema rękami, nie odrywaj ich od liny, tylko po niej przesuwaj”. Tomek: “Już niedaleko, jeszcze tylko parę metrów, już zaraz będziemy na drugim brzegu”. Ja(myślę): “Pewnie dalej się boi, to mu tak to pomaga jak do mnie mówi”.  Dotarliśmy w końcu na drugą stronę i Tomek się pyta czy się bardzo bałam. Ja mówię, że w ogóle nie, ale martwiłam się, że on się boi.  Na co Tomek mówi, że on też nie. No to się dogadaliśmy.

Kolejna cześć trasy biegła cały czas pod górę po bardzo pochyłych całych płytach granitowych, na których od czasu do czasu były przymocowane łańcuchy. Osobiście nie chciałabym iść tego odcinka w deszczu. Myślę, że spadnięcie tam to kwestia statystyki. W szczególności, gdy jest ślisko, a strumyczki są rwącymi rzekami. Bardzo się ucieszyliśmy z naszej decyzji o pozostaniu jednak w schronisku poprzedniego dnia.  Ten odcinek naprawdę był trudny zarówno technicznie jak i kondycyjnie. Nie dało się go przejść w niskich butach, ze względu na ich troszeczkę mniejszą przyczepność do podłoża. Mozolną wspinaczkę pod górę urozmaicił nam widok muflona.  Jest to ich rodzimy gatunek dzikiej owcy wyglądający trochę jak skrzyżowanie naszej kozicy z baranem. Podobno rzadko można zobaczyć zwierzę na szlaku. Nam się jednak udało. Niemniej jednak tak nas chyba rozkojarzył ten widok, że niedługo później zgubiliśmy szlak. To chyba był pierwszy raz, kiedy oznakowanie nie było dobrze widoczne. Troszeczkę musieliśmy się wrócić. Generalnie to chcieliśmy sobie już jakąś przerwę zrobić. Wciąż byliśmy jednak w cieniu, a słoneczko się tak ładnie budziło, że doszliśmy do wniosku, że jak do nas dojdzie to przystaniemy na chwilę. Mmmm… nigdy nie doszło. Dotarliśmy na przełęcz skąd zaczynał się się odcinek po śniegu. Tam też spotkaliśmy turystów idących z przeciwnej strony. Byliśmy więc jakoś w połowie drogi, a na zegarku jeszcze nawet 10tej nie było.

Odcinek zimowy niestety też był po górę. Myśleliśmy, że tam na szczycie to już będzie Bocca Stagnu, gdzie trzeba odbić w dół do schroniska. Za łatwo by było. Zaraz po wyjściu na wierzchołek zaczęła się niełatwa droga granią.  Jest tam jeden taki bardzo nieszczególny moment. Trzeba się bardzo przytulić do skały, żeby go przejść, a z drugiej strony jest przepaść na 1000 m. Oczywiście żadnych łańcuchów. Tutaj, przyznaję się, trochę się bałam, że mnie plecak przeważy. Dziękowałam swoim umiejętnościom wspinaczkowym ze ścianki, że w ogóle wiedziałam jak i gdzie się przytrzymać. W końcu dotarliśmy do Bocca Stagnu. Niestety mgła była taka, że nic nie widzieliśmy. Spotkaliśmy już tam jakąś większą grupę Francuzów, więc postanowiliśmy się upewnić czy droga w dół na pewno biegnie do schroniska. Bardzo się baliśmy my tam zgubić, gdyż od tego szczytu biegła również trasa skracająca i łącząca dwa odcinki. Nie chcieliśmy nią iść bo była możliwość, że dostaniemy się na ten najgorszy odcinek GR20 – Cirque du Solitude po południu, kiedy właśnie miała być burza.

Powolutku zaczęliśmy schodzić w dół, też jakoś szlak nie był wybitnie łatwy. Parę razy musieliśmy się nieźle nagłówkować jakby tu zejść. W końcu naszym oczom ukazał się widok schroniska. Jako że od rana nie zrobiliśmy sobie żadnej przerwy, to postanowiliśmy sobie troszkę odpocząć na skałach. Właśnie wtedy dogonił nas Sayid, nasz poznany wczoraj znajomy z Niemiec.  Wdaliśmy się w pogawędkę i troszkę nasz kolega nas wystraszył. Twierdził bowiem, że jesteśmy na tym szlaku, na który usilnie próbowaliśmy nie wchodzić. Po dobrych 10 minutach tłumaczenia i sprawdzania mapy uspokoiliśmy się. To on myślał, że jest na złym szlaku. Uff, kamień spadł nam z serca.  Kontynuowaliśmy już wędrówkę we trójkę i coś po 11tej zawitaliśmy do Haut Asco.   Dziś my byliśmy pierwsi!

Szybko wybraliśmy sobie najlepsze miejsce na namiot. Dogadaliśmy się z panią ze schroniska łamanym angielskim, że jak się pośpieszymy to będzie gorąca woda pod prysznicem.  Hmm była taka letniawa, ale przynajmniej nie zimna! W ogóle na tym wyjeździe opanowałam do perfekcji nazewnictwo temperatury wody. Od lodowatej, bardzo zimnej, zimnej, przez letnią, letniawą,  prawie, że ciepłą, do cieplutkiej, bardzo ciepłej oraz gorącej. Mówią, że podróże kształcą. Coś w tym jest, mówię wam.

Jako, że Haut Asco to nie tylko schronisko, a w zasadzie przede wszystkim stacja narciarska, jest tam również hotel, bar i najważniejsze asfaltowa droga dojazdowa. Co za tym idzie, jest również dostęp do internetu. Tu popełniliśmy błąd, który zaważył na naszym całym GR20 – sprawdziliśmy pogodę. Co mówi prognoza? Na całej Korsyce obowiązuje pomarańczowy alarm pogodowy. W najbliższych dniach spodziewane są silne burze, grad, deszcz, wysokie ciśnienie, wiatry do 60 km/h, wyładowania atmosferyczne i armagedon. Fajnie, nie? W szczególności jak wali piorunami, a Ty jesteś na najgorszym odcinku trasy trzymając się łańcucha. Też tak właśnie pomyśleliśmy. Nie dobrze, bardzo nie dobrze, a wręcz beznadziejnie.   Trochę się podłamaliśmy, że tak mamy pod górkę z tą pogodą. Po długich dyskusjach stwierdziliśmy, że nie ma sensu się męczyć psychicznie każdego dnia czy iść, czy będzie padać, czy zdążymy przed burzą.  Nie mieliśmy szczęścia przyznajemy. Następnym razem pójdziemy w lipcu, gdzie jednak jest ta gwarancja słońca. Generalnie to się nastawiliśmy jeszcze przed wyjazdem na ten upał nieziemski, smarowanie nie-wiadomo-jakim-filtrem, a tu w zasadzie nic nie wykorzystaliśmy. Codziennie padało, jak nie cały dzień to przynajmniej z pół. Namiot nam ciągle przemakał.  Mieliśmy już trochę tego dosyć.

Jeżeli uznawać GR20 za najtrudniejszy szlak górski, to się zgodzę, pod względem psychicznym. Kondycyjnie nie byliśmy zmęczeni, to psychika nam siadała. Ta ciągła niepewność, czy się uda dojść przed deszczem, czy jutro będziemy mogli w ogóle wyjść, dała nam w kość. Postanowiliśmy, że jednak się poddamy. Tak, tak, wiem, walcz do końca i inne takie rzeczy. Doszliśy do wniosku, że nie ma co walczyć z pogodą w górach. Poza tym to miał być urlop, relaks i odpoczynek, a my czuliśmy się coraz gorzej.  Powstał nowy plan zjechania w dół na plażę i przejścia Korsyki z północy na południe po wybrzeżu. No tam już musi być ładnie!

Co dokładnie z tego wyszło dowiecie się z kolejnych postów.

Poniżej trasa i niwelacje etapu trzeciego.  Poprzednie etapy dostępne tu (etap2) i tu (etap1).

GR20 Korsyka niwelacje.

Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.com