Podróż dookoła świata

Jedziemy do Kambodży!

Kambodża. Phnom Penh. Pałac Królewski
Kambodża. Phnom Penh. Pałac Królewski
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

14.01

Dziś czas się pożegnać z Wietnamem. Przed nami nowy kraj i nowa kultura – Kambodża. Jeszcze w fazie planowania podróży, gdzieś około sierpnia wymyśliliśmy, że tym razem odpuścimy sobie samolot i pojedziemy autobusem. Trzy miesiące wcześniej kupiliśmy przez internet bilet na połączenie Ho Chi Minh City – Phnom Penh. Już na miejscu zorientowaliśmy się, że z transportem nie byłoby problemów. Bilety można kupić w każdej agencji podróży. Rano zostaliśmy zgarnięci przez Pana-Zaganiacza, który obchodził wszystkie okoliczne hotele wypisane na kartce. Gdy zebrała się już odpowiednia liczba osób przeszliśmy się na miejsce, skąd odjeżdżał autobus. W tym momencie zaczęliśmy współczuć wszystkim osobom z walizkami. Pan-Zaganiacz prowadził nas po bardzo dziwnych uliczkach. Niektóre z nich były tak wąskie, że można było się tylko na skuterze przecisnąć. Większość z nich nie widziała nigdy równej nawierzchni. A Pan szedł baaardzo szybko. Na szczęście wszystkim się udało dotrzeć do autobusu. Po sprawdzeniu listy obecności, opisano nasz bagaż i przyklejono mu nalepkę z numerkiem. Dostaliśmy miejsca 1A i 1B 😉 Pewnie byliśmy pierwsi kupując przez internet, co tak naprawdę okazało się dużym szczęściem. Jechaliśmy na najbardziej wygodnych miejscach, a podróż zajęła nam około 7 godzin.

Już na początku rozdano wszelkie możliwe druczki do wypełnienia przed odprawą na granicy.  Po pół godzinie przewodnik (mówiący w 3 językach: tajskim, khmerskim i angielskim) zebrał od wszystkich paszporty, druczki i pieniądze na wizy. Po trzech godzinach dojechaliśmy na granicę. Najpierw wycieczka do wietnamskiego punktu imigracyjnego. Razem z nami wyruszyły tam 3 inne grupy autobusowe. Przy kontroli kompletny chaos. Niby są jakieś zawijające kolejki, niby jest jakiś podział na zagranicznych (białych), Azjatów i osobno dla Kambodżan, niby wszystko gra… Ale… Ale w zasadzie nie wiemy co i jak. Stanęliśmy tak, żeby być we wszystkich kolejkach naraz. Akurat był taki tłum, że się udało 😉 Przewodnik z autobusu, gdzieś zniknął… Razem z naszymi paszportami… Rozglądamy się po ludziach. Oni też za bardzo nie wiedzą co i jak. Nikt nie ma paszportu. W końcu przemknął nasz przewodnik z plikiem paszportów. Właśnie oddał je służbie granicznej. Mmmm no to poczekamy. O dziwo, celnik zaczął wyczytywać nazwiska i oddawać paszporty od razu. Po czym doszedł do naszych nazwisk, popatrzył, zrezygnował i oddał przewodnikowi. Ten wykrzyczał: TOMAS, NATALI i wszystko jasne. Na dosłownie kilka sekund dostaliśmy paszporty z powrotem. Przy autokarze zbierali je z powrotem. Na kambodżańskiej granicy poszło dużo sprawniej. 15 minut – wizy wyrobione i  pieczątka w paszporcie podbita. Dostaliśmy jeszcze karteczki z numerami telefonu do lekarza gdybyśmy się gorzej poczuli (pewnie chodziło o jakąś malarie).  Wsiedliśmy ponownie do autobusu. Jeszcze przez chwilę oglądaliśmy przez szyby przedziwne jedzenie, które sprzedawano obok nas, po czym ruszyliśmy i przejechaliśmy całe 5 km.

Zatrzymaliśmy się w pierwszej restauracji w Kambodży. Przy czym słowo restauracja jest tu użyte na wyrost. Była to prosta wiata pod którą stały stoliki i krzesła, bar, parę lodówek z napojami oraz coś w stylu szwedzkiego bufetu na lunch. No i oczywiście znajdowały się tam lekko obskurne toalety. Szczerze powiedziawszy nie spodziewaliśmy się luksusów, ale jakoś odrzucił nas ten brud. W szczególności, że to był lokal tylko dla turystów, a ceny w dolarach. Po pół godzinnej przerwie ruszyliśmy dalej. Kambodżańskie drogi są w dosyć dobrym stanie. Nie wydaje nam się, żeby istniało tam ograniczenie prędkości. W związku z tym kierowca gnał jak szalony wyprzedzając wszystko co popadnie. Jakiegoś dużego ruchu też nie było. Raptem parę samochodów na krzyż, za to jak wszędzie w Azji, trochę skuterów. W końcu dotarliśmy na prom, do którego zjazd był zupełnie nieasfaltowy (mimo, że to międzynarodowa droga). Płynęliśmy całe 7 minut, podczas których kierowca nie zgodził się wypuścić nas na zewnątrz. W razie jakiegokolwiek wypadku bylibyśmy bez szans. Prom był tak zapakowany, że autobus nie otworzyłby nawet drzwi, nie mówiąc nawet o innej ewakuacji. Na szczęście obyło się bez problemów i pomknęliśmy dalej.

Kambodża widziana z drogi uderza widokiem biedy. Strasznej biedy. Biedy przez duże B. Zastanawialiśmy się, czy w poprzednich krajach też było tak źle, ale doszliśmy do wniosku, że widzieliśmy tylko miasta, a to trochę inaczej. Domy ledwo mają prawo się nazywać domami. Ustawione na balach blaszako-rudery służą do spania, jak i okazjonalnego biznesu. Widzieliśmy dużo nieuprawianej ziemi oraz fabryk na sprzedaż. I przede wszystkim, widzieliśmy fenomen stacji benzynowych. Do tej pory za bardzo go nie rozumiemy. Średnio co 5 km, stała stacja benzynowa, z zerowych ruchem. Pomiędzy nimi ludzie przy drodze z beczek, butelek lub innych pojemników sprzedawali benzynę. Nie wiemy dlaczego tak jest, bo wydaje się to kompletnie nieopłacalne. Ale stoją stacje-widma. Mijamy je co chwilę. Po trzech godzinach dojechaliśmy do stolicy. A tutaj już normalnie. Trochę biedy, trochę burżujstwa, jakieś wieżowce, coś europejskiego, coś azjatyckiego. Jednym słowem nic innego niż widzieliśmy w Laosie czy Wietnamie. Autobus wysadził nas na dworcu w Phnom Penh. Trochę byliśmy zaskoczeni, bo żaden tuk tuk nie chciał się z nami targować. To zwykle źle wróży. Zapłaciliśmy 4 dolary, żeby dostać się do hotelu w centrum (1,5 km – bardzo wygórowana kwota). Gdybyśmy wiedzieli, że to tak blisko to pewnie byśmy się przeszli, ale niestety nie mieliśmy ściągniętej na telefon mapy Kambodży.

Kambodża. Phnom Penh. Król

Kambodża. Phnom Penh. Król

W hotelu zrzuciliśmy plecaki, zaopatrzyliśmy się w mapę i ruszyliśmy na poszukiwanie kolacji. Zdecydowaliśmy, że zaczniemy od najbardziej turystycznej części miasta – bulwaru nad Mekongiem. Już w drodze znaleźliśmy kantor i wymieniliśmy pieniądze. Przeszliśmy się dobry kawałek w poszukiwaniu knajpy z jedzeniem. Nie to, żeby tam nie było. Problem polegał na tym, że wszystkie oferowały ceny w dolarach. I to ceny, których nie powstydziłaby się restauracja na krakowskim rynku. Generalnie mamy taką zasadę, żeby zawsze płacić w lokalnej walucie. Zazwyczaj lepiej się na tym wychodzi niż na ichniejszym kursie wymiany. Poza tym gorzej jest Cie oszukać. Niestety na bulwarze oraz okolicy normalnej restauracji nie znaleźliśmy. Weszliśmy do jednej z tańszych i uparliśmy się, że zapłacimy w rielach. Byliśmy lekko zdegustowani faktem, że tak bardzo widać tutaj odrębność – bogaty turysta (płacący dolarami), a zwykły mieszkaniec. W żadnym innym kraju tak nie było. Postanowiliśmy, że jutro poszukamy lokalnej jadłodajni. W szczególności, że stosunek ceny do jakości był raczej marny. Po posiłku przeszliśmy się w stronę Pałacu Królewskiego. Zdążyliśmy dosłownie zrobić kilka zdjęć i zaczęło się ściemniać. Nie bardzo chcieliśmy plątać się po zmroku, a tutaj jest momentalnie ciemno już po 18tej. Szybko wróciliśmy do hotelu i zaczęliśmy planować jutrzejszy dzień…

Już dużo później po powrocie do domu, przetrawieniu wszystkich informacji oraz szukaniu różnych innych rzeczy związanych z Kambodżą natrafiłam na pewną inicjatywę. Grupa norweskich małoletnich blogerów, zajmujących się szeroko pojętą modą, została wysłana do Kambodży. Mieli przez 1 dzień zobaczyć, jak szyje się ubrania dla dużych koncernów amerykańskich/europejskich (w tym H&M).  By zrobić to trochę bardziej realistycznie, producent poprosił ich by najpierw spędzili jedną noc w dokładnie takich samych warunkach jak inni szwacze. Następnie za otrzymane wynagrodzenie dzienne powinni byli ugotować obiad dla siebie, ekipy filmowej i rodziny u której się zatrzymali. Na sam koniec słuchali opowieści Kambodżan o… ich życiu. Ostatni odcinek uważam za najbardziej wstrząsający, ale polecam oglądnąć wszystkie pięć. Niestety całość jest w języku norweskim z napisami po angielsku. Cała seria pokazuje chociaż trochę realia życia w Kambodży na codzień. Poniżej zamieszczam odcinek nr. 5. Refleksje… Refleksje zostawiam wam, zachęcam do zostawienia komentarza.

Zobacz galerię zdjęć z Wietnamu na smieszynkaphoto.com

Zobacz galerię zdjęć z Kambodży na smieszynkaphoto.com