Podróż dookoła świata

Jedziemy! Podróż dookoła świata czas zacząć…

Praga Most Karola i Hradczany
Praga Most Karola i Hradczany
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

29.12

Dziś pierwszy dzień i co? I zaspaliśmy… Zebraliśmy się w ekspresowym tempie 15 minut. Jeszcze tylko oddać rodzicom rzeczy, pożegnać się i w drogę.  W niecałe półtora godziny udało nam się dojechać i odstawić samochód w Balicach. Po 10tej zapakowaliśmy się do busa o drapieżnej nazwie – Tiger Express, który miał nas dowieść do Ostravy. Prawie całą drogę przespaliśmy, w zasadzie wciąż byliśmy zmęczeni po weselu. Dworzec w Ostravie powitał nas melodią graną przez pana na fortepianie, wolnostojacym i ogólnodostępnym. Szok troszeczkę, bo wydaje mi się, że w Polsce od razu taki instrument po paru dniach nie miałby strun lub innych części. W każdym bądź razie zrobiło się bardzo miło w oczekiwaniu na pociąg, który się trochę spóźniał. Korzystając z danego nam czasu, ja postanowiłam zwiedzić toalety, a Tomek zjeść coś w barze. Wynikły z tego dwie rzeczy. Pierwsza z nich, to moje bezbrzeżne zdumienie kiedy płaciłam za toaletę i dałam pani papierowe 100 koron, a dostałam w zamian 4 monety. Stwierdziłam, że to niemożliwe. W  sumie na cały pobyt w Czechach mieliśmy 400 ichniejszych pieniążków. Oczywiście zapytałam kobiecinę jak to możliwe, że mam tak mało tej reszty. Po mętnych wyjaśnieniach po czesku dałam sobie spokój. Tak na prawdę to nie miałam pojęcia za ile wymieniliśmy pieniądze. W tym samym czasie Tomuś pałaszował sobie dworcową kanapeczkę. Przyjemność ta w najbliższej przyszłości będzie skutkować 39-stopniową gorączką i zatruciem, ale o tym później.

W końcu wsiedliśmy do pociągu jadącego do Pragi. Wyglądał trochę lepiej niż polski tabór. W środku wi-fi, woda i kawa za darmo. Nie wiem jak to wygląda teraz w PKP, ale wydaje mi się, że nie aż tak wesoło. Tomka totalnie rozłożyło podczas jazdy. Jak dojechaliśmy do Pragi to już średnio biedak kontaktował. Stwierdziliśmy, że w takim stanie i w taką pogodę (-8 na zewnątrz) nie będziemy iść na nogach, tylko podjedziemy metrem. Jeżeli chodzi o łatwość zorientowania się w przystankach oraz kierunkach jazdy to praskie metro raczej nie grzeszy przejrzystością (albo druga opcja: my byliśmy mało przytomni). Udało się podjechać parę przystanków bliżej hotelu, wysiadamy, wychodzimy na ulicę i pojawia się pytanie: a gdzie my dokładnie jesteśmy? Na “czuja” wybieramy ulice w lewo – po paru metrach coś nam się nie podoba. Trochę za zimno było błądzenie więc stwierdziłam, że trzeba spytać. Akurat w pobliżu stały dziewczyny z mapą. Podeszłam, zapytałam, a one równie skonsternowane pokazują mi gdzie jestem. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że mapa była po chińsku!!! Swoją drogą, ja nie wiem jak one chciały trafić gdziekolwiek skoro zamiast nazw ulic były tam same chińskie krzaczki. Jako, że próba dowiedzenia się jak iść spełzła na niczym, wyciągneliśmy w końcu GPS i bez większych problemów już trafiliśmy do hotelu. Tomek twierdzi, że tej części historii już nie pamięta. Złapała go wspomniana wcześniej niemoc w postaci wysokiej gorączki.

Nie pozostało więc nic innego jak upolować jakies leki na grypę, gdyż przy kompletowaniu apteczki na wyjazd raczej nie zakładaliśmy chorób typowych dla klimatu zimowego. Najbliższym sklepem był oczywiście monopolowy, niestety tam leków nie uświadczysz. Udało mi się odwiedzić 3 najbliższe, każdy prowadzony przez hmm… chińczyków, wietnamczyków lub innych azjatów, i w żadnym nie było ani cienia tabletek. W ostatnim postanowiłam zapytać o aptekę. Próbowałam po angielsku, polsku i nawet po niemiecku. Niestety sprzedawca mnie nie zrozumiał, na szczęście miły pan obok zlitował się nad moimi próbami dogadania się i czystym angielskim wytłumaczył drogę do apteki, która po czesku (na wszelki wypadek) nazywa się lekarna. W drodzę powrotnej jeszcze tylko pizza i woda i w zasadzie skończyły mi się pieniądze (a zanim wyszłam wzięłam też pieniądze Tomka). W hotelu Tomek dalej leżał ledwo przytomny z wysoką gorączka, która nie chciała spaść. Nie wyglądało to za dobrze. Miałam nadzieję, że się mu poprawi następnego dnia. Plan na jutro zakładał szybkie zwiedzanie Pragi, o czym w kolejnym poście…