Chiny Tybet Nepal Bhutan Indie

Kathmandu

Nepal Kathmandu
Nepal Kathmandu
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Kathmandu część dalsza.

Noc spędzona w Kathamndu przyprawiła nas o kaszel. I mnie o nie najlepsze samopoczucie. Żołądek boli nadal. Nie tylko mnie, resztę grupy również.
Pierwszy punkt programu, centrum miasta ze świątyniami. Właśnie chcę zrobić zdjęcie, a tu jakaś plama na obiektywie. Sprawdzam, pękł filtr polaryzacyjny. Na szczęście filtr, a nie obiektyw. Mam nadzieję, że to nie będzie 7 lat nieszczęść. Świątynia po świątyni, kompletnie nie umiem robić zdjęć. Przewodnik prowadzi do sklepu, nowy filtr niestety Canona kupiony. Jest lepiej.

Co do świątyń, okiem ignoranta, bo już co nieco się po nich nachodziła, i tak jakby już mi bokiem wychodzą. Te nepalskiej różnią się znacząco od tybetańskich. W Nepalu przede wszystkim oprócz buddyzmu występuje też hinduizm. I na moje oko jeszcze jakieś rodzime bóstwa. Świątynie są stare, nie restaurowane, a co najbardziej widoczne obsrane przez gołębie. Akurat te urocze ptaszki można spotkać tylko tam. Pałac królewski również jest w nie najlepszym stanie, patrząc okiem archeologa. Generalnie jest to chyba problem dotyczący całego kraju, ale o tym później.

Jedyna zapamiętana przeze mnie świątynia była świątynia bogini Kodari. Nie z racji wyglądu miejsca, a ze względu na specyfikę wyznania. Otóż, Nepalczycy wierzą, ze przejaw bogini można znaleźć w dziewczynkach od 4 do 9 roku życia. Wybierają sobie jedną, i na te 5 lat dziecko zamknięte jest w świątyni, z której może wyjść jedynie 13 razy do roku podczas tutejszych świat. Owe dziecko ma obowiązek wyglądać na boginie i od czasu do czasu pokazywać się w oknie, ku uciesze wiernych. Dziewczynka przez cały okres pobytu jest uważana za żywe wcielenie bogini Kodari. Cały czas próbowałam się jakoś ustosunkować do tego. Na początku wydawało mi się to jakieś takie okrutne. Ale w końcu ma co jeść, gdzie spać, ma nauczycieli i lekarzy własnych, opiekunki, z rodzicami tez się widzi. W zasadzie ma lepiej niż polowa dzieci na świecie, a ze okiem wykształconego europejczyka z ideałami wyniesionymi z psychiatrii dziecięcej, to się jakoś kłoci… To już problem europejczyka.

Po tych wszystkich świątynkach i stupach przyszła pora na Pashupati. Było to jedyne miejsce, które mi się spodobało w Kathmandu. Jakoś tak miało największy klimat i urok. Może dlatego, ze chyba tylko śmierć w tym gwarnym mieście ma wyłączność na cisze i zadumę. Pashupati położone nad brzegiem rzeki jest kompleksem świątyń i miejsc do kremacji. Otoczone dymem z palonych stosów pogrzebowych tworzy taką dosyć mistyczna atmosferę. Albo to już jakieś zboczenie zawodowe. W każdym bądź razie robi wrażenie.

Po tych wszystkich atrakcjach udaliśmy się na kolacje. Jedliśmy dokładnie to samo co dzień wcześniej tylko ze widelcami. Po raz kolejny wypaliło mi przełyk i żołądek sprawiając ze raczej nie zostanę entuzjastka kuchni nepalskiej. Przynajmniej w najbliższym czasie.


Zobacz galerię zdjęć z Nepalu na smieszynkaphoto.com