Chiny Tybet Nepal Bhutan Indie

Lhasa: dzień 3

Mnisi tybetańscy
Mnisi tybetańscy
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Dzisiaj pierwszy raz spałam jak zabita. W końcu odstawiłam leki wysokościowe. Z drugiej strony wszyscy poczuli się lepiej, gdyż zaczął padać deszcz (czytaj spadło ciśnienie).
Pierwszym punktem dnia była świątynia Jokhang. Jest to najstarsza świątynia tybetańska ufundowana w VII wieku, przez króla o zbyt skomplikowanym imieniu. Wygląda identycznie jak wszystkie inne świątynie w których byliśmy. Nie będę opisywać bo raczej to nie ma sensu. Za to usłyszałam dziś przypowieść, która mi się spodobała. O buddzie, który żeby zostać budda musiał wybudować dom. I za każdym razem, kiedy kończył, przychodził jego nauczyciel i niszczył. Działo się tak 9 razy. Za każdym mozolnie od początku budował co raz to lepszy dom i za każdym razem musiał patrzeć jak jego dzieło zostaje zniszczone. Jakoś mi się nasunęła taka myśl do tego, że w zasadzie to taka analogia. Budujemy sobie gdzieś życie, plany, później coś się dzieje i wszystko tracimy. Ale oporni zaczynają budować od początku, coś nowego, lepszego. Na marginesie akurat ten budda doszedł do stany nirvany w ciągu jednego życia.

Coś co mnie kompletnie razi w tych tybetańskich świątyniach to ludzie. Miejscowi przepychają się straszliwie, nie patrząc, zero uprzejmości. Trochę jak na otwarciu hipermarketu. Wydaje Ci się że ta starsza pani nie da rady się wcisnąć przed Ciebie. A tu widzisz jeszcze Ci z łokcia da jak trzeba. Zupełnie nie wiem do czego oni się tam śpieszą. Nie ma ani żadnych nabożeństw ani nic, na które trzeba zdążyć.

Kolejnym punktem programu był Pałac Potala. O nim samym nie będę się rozpisywać bo za dużo by tego było. Kto ciekaw historii, Wikipedia służy. Powiem krótko na mnie zrobił niesamowite wrażenie. Trzeba po prostu zobaczyć to na własne oczy.
Ciekawostka: wstęp dla obcokrajowca kosztuje ok. 100zł, dla miejscowego 0.50gr. Dlaczego? Już tłumaczę, miejscowi przy każdej kapliczce, posażku, czymkolwiek dla nich świętym zostawiają pieniądze. Drobne oczywiście, ale takich rzeczy jest mnóstwo w środku, więc de facto bilet się równoważy. Obcokrajowcy nie wiedzą, bądź ich to nie obchodzi. Toteż ignorancja jest wliczona w cenę biletu. Dla mnie fair enough.

Następnie miałam okazję podziwiać mandale usypane z piasku w klasztorze Sera. Oprócz tego że we wnętrzu znajdowała się masa świątyń, udało nam się zobaczyć pokaz nauki tybetańskich mnichów. Mam nagrany z tego 10 sekundowy film, to zamieszczę jak wrócę.


Zobacz galerię zdjęć z Tybetu na smieszynkaphoto.com