Podróż dookoła świata

Magii ciąg dalszy. Ulice w Hanoi

Wietnam. Hanoi. Opera
Wietnam. Hanoi. Opera
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

11.01

Dzisiejszy dzień wpisuję w cykl dni leniwych, bardzo rzadko spotykanych. Praktycznie od początku wyprawy nie mieliśmy czasu… odpocząć. Ciągle w biegu, zmieniając jeden kraj na drugi. Pewnie wielu nam zarzuci, że to nie jest poznawanie świata. Że to trzeba powoli, nie śpiesząc się. Pewnie, że się z tym zgadzam. Bardzo bym chciała spędzić 6 miesięcy w Indochinach niespiesznie obserwując otaczającą mnie rzeczywistość. Bardzo. Niestety, nie rzuciłam pracy oraz wszystkiego innego i nie wyjechałam. O nie. Wciąż muszę się liczyć z 26 dniowym urlopem i pracą na etacie. Wybaczcie. Czasami lepiej w biegu niż w ogóle.

Postanowiliśmy dokończyć zwiedzanie Hanoi. Chcieliśmy się dostać do Mauzoleum Ho Chi Minh i zobaczyć “Pagodę jednej kolumny”. Byliśmy w posiadaniu mnóstwa czasu i mapy czyli… idziemy na piechotę! Pół godziny później myśleliśmy, że już doszliśmy na miejsce. Zwiedziliśmy sobie nieśpiesznie świątynię, po czym zaczęliśmy szukać Mauzoleum. Byliśmy przekonani, że musi być gdzieś niedaleko. Zgubiliśmy się. Wyszliśmy gdzieś poza obręb mapy. Chodnik się skończył. Masakra. Wszystko co się poruszało po drodze chciało z nas zrobić jesień średniowiecza. Włączyliśmy w końcu GPS. Tak, czasem się to przydaje. Oczywiście poszliśmy zupełnie nie tak ;D Jakieś dwie godziny później znaleźliśmy wszystko co chcieliśmy. To znaczy, w końcu dotarliśmy do właściwej pagody (nie mam pojęcia co zwiedziliśmy wcześniej).  A że świątynia akurat była w totalnym remoncie to już inna sprawa. Natomiast do Mauzoleum była taka kolejka, że chóralnie zdecydowaliśmy, iż nie ma to sensu. W szczególności przyczynił się do tego uciążliwy deszcz. I mieliśmy już dosyć chodzenia. I ciśnienie było niskie… I skończyły nam się w tym momencie wymówki.

Hanoi. Sklep wszystkodostępny.

Hanoi. Sklep “wszystko-dostępny”.

Wróciliśmy z powrotem na Stare Miasto już tym razem bez błądzenia. Magia wciąż działała i uwaga, uwaga, znaleźliśmy sklep na rogu, który wczoraj rozpłynął się w powietrzu! Jeszcze raz spędzaliśmy tam chwilkę, ale już nas towar nie przekonał. Po drodze wstąpiliśmy na ulicę Instrumentów w celu zakupienia jakiejś pamiątki. Weszliśmy do jednego ze sklepów, gdzie zastaliśmy może 14letnie dziecko śpiące na krześle. Rozejrzeliśmy się spokojnie, pozwalając się mu dobudzić. A potem zaczęło się targowanie. Chyba cały naród ma to we krwi. Szczerze powiedziawszy brakuje mi tego w Europie. Tego stanu win-win. Ty jesteś zadowolony, bo myślisz, że kupiłeś taniej. I sprzedawca jest zadowolony, bo opchnął Ci to za więcej, niż chciał. Wszyscy są w dobrych nastrojach, bo myślą, że to oni są zwycięzcami. Wydaje mi się, że to dużo lepsze niż patrzenie na półki sklepowe i narzekania, że tak drogo 😉

Generalnie jako, że był to dzień z cyklu leniwych (a i tak krokomierz pokazał 10 km), to chciałam się podzielić z wami refleksją na temat ruchu drogowego. Poniżej znajdziecie filmik o regułach, a raczej ich braku, obowiązujących w Hanoi (i pewnie w całym Wietnamie). Oboje doszliśmy do wniosku, że istnieje jedna ważna zasada: “Im jesteś większy, tym masz większe prawa na drodze”. Zasada prawej ręki urasta tutaj do poziomu fizyki kwantowej. Nikt za bardzo się też tym nie przejmuje. Teoretycznie są włączone światła drogowe, praktycznie niewiele osób zwraca na nie uwagę. Wydawało nam się, że w Tajlandii była masakra na drodze. Nie, tam był jako taki porządek. W Hanoi panował sajgon na ulicy, a w Sajgonie… Od czegoś ta nazwa w końcu powstała. I nie jest przesadzona!

W stolicy cały czas masz wrażenie, że wszystko chce Ci rozjechać. Już pomijam fakt, że non stop na Ciebie trąbią. Trąbią w zasadzie na wszystko. Co zaskakujące, naprawdę nie widzieliśmy żadnego wypadku. Z drugiej strony wszystko co się porusza, porusza się z niewielką prędkością. 30km/h to jest już szał! Dodam jeszcze, że coś takiego jak jazda pod prąd, bynajmniej nie jest największym przestępstwem. Poza tym będąc szczerym, na ulicy nie ma pomalowanych pasów, a większość uczestników ruchu to skutery bądź motocykle. Taki się wszędzie wciśnie. Pod prąd również. W związku z faktem, że przepisy jako tako nie istnieją, miasto jest całkowicie zakorkowane. Na to wszystko dochodzą jeszcze piesi. Trzeba przyznać, że chodniki są. Jednakże mają odmienną funkcję niż by się nam wydawało. Pierwsze przeznaczenie tego skrawka przestrzeni służy do powiększenia zasięgu swojego biznesu. Kto pierwszy ten lepszy, więc albo jest tam kawałek sklepu, stragan, obwoźny handel albo lokalna gar-kuchnia. Jeżeli nie ma wyżej wymienionych to znaczy, że właśnie jesteśmy na parkingu skuterów. A pieszy? A pieszy niech lezie pod koła….

A ile jest sajgonu… w Sajgonie? O tym przekonacie się w następnym poście…

Na sam koniec, zadanie dla was pt.”znajdź różnicę”:

Wietnam. Ruch w Hanoi. Znajdź różnicę - zdjęcie A

Zdjęcie A

 

Wietnam. Ruch w Hanoi. Znajdź różnicę - zdjęcie B

Zdjęcie B

Zobacz galerię zdjęć z Wietnamu na smieszynkaphoto.com

  • Rafał

    Jedyną różnicą na obu fotkach jest kolor światła na sygnalizatorze – chyba nikt nie zwraca na niego uwagi 😀

    • smieszynkatravel

      Spostrzegawcze oko ;P W Hanoi światła są chyba tylko dla ozdoby. Nie widzieliśmy innego przeznaczenia 😉