GR20 Korsyka

Nicea

Nicea nocą
Nicea nocą
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Pierwszy z cyklu postów “GR20 Korsyka czyli jak wylądowaliśmy na Mont Blanc”.

Podróż jak zwykle zaczęła się niewinnie. Plan zakładał zrobienie GR20 – jednego z najtrudniejszych i najdłuższych szlaków górskich w Europie.  Całość trasy liczy sobie 200 km z 10000 m niwelacji… w każdą stronę. Można ją zrobić standardowo w 14-15 dni. Duża część osób dzieli ten długi odcinek na dwa podetapy: północny i południowy. Północny zajmuje ok. 9 dni, południowy nieco krócej 5-6 dni. Technicznie szlak nie jest trudniejszy niż Orla Perć w Tatrach. Nie potrzeba supermocy ani żadnych umiejętności… no może poza przetrwaniem dwóch tygodni pod zimnym prysznicem. Zakwaterowanie to głównie dom bez ścian czyli namiot. Istnieje również opcja spania w schroniskach. Jednakże po zobaczeniu “łóżek”, namiot wydaje się conajmniej pięciogwiazdkowym hotelem.  Większość schronisk położona jest powyżej 1500 m n.p.m., a zaopatrzenie do nich dowożone jest helikopterem, bądź na osiołkach. To tyle, jeżeli chodzi o informacje podstawowe. Nasz plan przewidywał zrobienie całości trasy w 10 dni a potem leżenie na plaży przez ostatnie cztery. Co z tego wynikło? Dowiecie się w następnych postach…

Zanim jednak dotarliśmy na Korsykę, po drodze zwiedziliśmy Niceę.  Wylatując z jeszcze zimnego Londynu, troszkę nie byliśmy przygotowani na uderzenie gorąca, które powitało nas zaraz po wyjściu z terminala.  30 stopni, a my w spodniach, bluzie, trekkingowych butach… Odczekaliśmy swoje czekając na autobus do centrum obok grupki afrykańskich imigrantów, zajmujących wszystkie dostępne ławki oraz cień. Podjechał autobus i w tym momencie rozpoczął się wyścig o miejsca. My, trochę nieświadomi panujących obyczajów w południowej Francji, potulnie ustawiliśmy się w kolejce do kierowcy, żeby pokazać mu bilety. Bilety, phhh, pomyślałby ktoś, że to takie oczywiste. Zaraz przede mną rozgorzała zacięta dyskusja pomiędzy straszą panią Arabką a kierowcą.  Sedno całego zamieszania leżało w pytaniu: Dlaczego ona ma kupować bilet? Hmm, w sumie, ja nie wiem, jak ta owce za tłumem poszliśmy do kasy i kupiliśmy. A może trzeba było zakwestionować to wszystko.  Pani Arabka dobre 10 min tłumaczyła, że ona na benefitach jest i wszystko ma za darmo, to dlaczego bilet z lotniska już nie? Przy okazji twierdziła, że cała jej rodzina stojąca obok (jakieś 5 osób), też nie powinna płacić. Niestety kierowca był nieubłagany, po 15 minutach bilety zostały w końcu kupione i mogliśmy wejść do zapchanego już wtedy autobusu.

Pomijając spostrzeżenia kulturowe, sama Nicea wydała się ładnym nadmorskim miastem. Wzdłuż wybrzeża prowadziła asfaltowa promenada, a zaraz za nim rozciągały się kamieniste plaże. Woda, jak na mój gust, była nieco żurowata. Może ze względu na fakt, że niedaleko usytuowany jest port z przepięknymi łódeczkami, jachtami oraz dużo większymi promami.

Próbowaliśmy wejść na zamek, do którego prowadziło multum znaków. Jednakże, w końcu go nie znalezliśmy. Zdołaliśmy tylko podejść pod wodospad na wzgórzu miejskim, przy okazji podziwiając panoramę. Kolejnym naszym punktem wycieczki był sklep. I to nie takie proste znaleźć w centrum miasta jakiś market, jak się nam wydawało. Po przejściu kolejnych 5 km naszym oczom ukazał się SPAR.  Jeden chyba z najpopularniejszych marketów na południu. Przynajmniej na Korsyce było go dużo.

Wieczorem, postanowiliśmy zejść kolację na mieście i pooglądać mecz (tzn. wiadomo kto chciał mecz oglądać). Na głównym deptaku w centrum, o godzinie 9 wieczorem trudno już było znaleźć jakikolwiek wolny stolik. Nam udało się upolować jeden, który w zasadzie już stał na chodniku. Im noc robiła się późniejsza, chodniki zaczynały powoli zanikać. W końcu klient nasz pan, to i chodnik nasz!

A rano czekał na nas prom na Korsykę do Calvi…


Zobacz galerię zdjęć z Fracji na smieszynkaphoto.com