Podróż dookoła świata

Ostatnia amerykańska przygoda

Venice Beach. Kalifornia
Venice Beach. Kalifornia
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

29/01 -30/01

Myśleliśmy, że to już koniec naszej wycieczki. Że czeka nas spokojny lot do domu. Trochę długi i męczący, ale bez większych przygód. Nie mogliśmy się bardziej pomylić. Nasz bilet kupiliśmy rok wcześniej w super promocji. Trasa miała wyglądać tak Praga-Mediolan-Tokyo  i Los Angeles-Paryż-Rzym-Kair. Już w trakcie planowania pół roku później stwierdziliśmy, że nie damy radę zrobić ostatniej części czyli Paryż-Rzym-Kair. Dokupiliśmy więc bilet z Paryża do Londynu. Nie wiedzieliśmy, że to będzie duży problem. Ale po kolei…

Hollywood. Los Angeles

Hollywood. Los Angeles

Jadąc na lotnisko mieliśmy wielki problem z zatankowaniem samochodu z wypożyczalni. Na żadnej stacji  nie było paliwa. Armageddon czy co? Postanowiliśmy w końcu podrzucić samochód bez benzyny i dopłacić wypożyczalni. Niczego nieświadomi pojawiliśmy się na szczęście 4h godziny przed odlotem. Podchodzimy oddać bagaż, mówiąc, że chcemy go nadać tylko do Paryża. A dlaczego? – pyta pani z obsługi. A bo to długi lot i trzeba się odświeżyć między przesiadkami – otrzymuje takie tłumaczenie. Niestety nie ma takiej opcji – odpowiada. Jak to nie ma?!?! Mogę nadać tylko do Kairu albo w ogóle. Zgłupieliśmy. Zaczyna się tłumaczenie, że tak naprawdę to szef wezwał mnie wcześniej do pracy i ja nie mogę kontynuować tej wycieczki. Że musimy wysiąść w Paryżu. Pani mówi, że nie może nic zrobić.  Odchodzimy od okienka. Dzwonimy do obsługi klienta linii lotniczej. Opowiadamy o szefie.  Po godzinnej rozmowie i zgodzie na zapłacenie kary za ominięcie ostatnich dwóch odcinków Pan MANAGER pozwala nam nadać bagaż tylko do Paryża. Podchodzimy do stanowiska odpraw raz jeszcze. Podajemy słuchawkę pani, po raz kolejny objaśniamy problem. MANAGER wszystko potwierdza. I wtedy przychodzi przychodzi Pani-Managerka-Odpraw i mówi: Nieeeee! Jesteście oszuści! Bagaż nadamy tylko do Kairu! Na co my mówimy, że my z chęcią zapłacimy karę byleby bagaż poleciał do Paryża. A poza tym MANGER obsługi klienta linii lotniczej się na to zgodził. Ale ja się na to nie zgadzam. I koniec kropka!

W tym momencie już nie wiedzieliśmy co robić. Opcja pierwsza: polecieć jutro. Sprawdzamy ceny biletów. $1000 od osoby. Odpada. Opcja druga: polecieć jednak do Kairu. Spóźniam się do pracy i kosztuje nas to 300 funtów. Plus nie wiemy w jakim będziemy stanie po 48 godzinach lotu. Odpada. Opcja trzecia: wysłać bagaż osobno FedeXem. Sprawdzamy ceny. Nie tak najgorzej – $700 za oba. To mniej niż za bilet. Pytamy się obsługi czy jest gdzieś kurier na lotnisku. Nie ma. Odpada. Opcja czwarta: nadać bagaż do Kairu i wysiąść w Paryżu. Kara za zagrożenie terrorystyczne. Odpada. I w tym momencie Tomek wpada na najmniej prawdopodobny pomysł – lećmy tylko z bagażem podręcznym. Problem jest taki, że mamy dwa 60l plecaki. Podchodzimy do stanowiska odpraw po raz kolejny. Pytamy ile może zajmować bagaż podręczny. Pani pokazuje na stojak z miarką – jak się zmieści to przejdzie. Przymierzamy nasz plecak – jak wyjmiemy rzeczy to może się zmieści. Pani woła za nami – za 15 minut zamykamy odprawę.

Bagaż podręczny.

Bagaż podręczny.

Pobiegliśmy pod toalety. Zaczęło się wyciąganie rzeczy z plecaków. Na jedną stertę rzeczy wartościowe, na drugą rzeczy potencjalnie do wyrzucenia. Szybka ocena sytuacji. Najcenniejsze były plecaki same w sobie. Zdecydowaliśmy się włożyć jeden w drugi. Kolejna rzecz elektronika i buty. Zmieniamy obuwie. Do torebki wkładamy sandały (tak, nie uwierzycie co może pomieścić damska torebka). Ubrania – większość najcenniejszych założyliśmy na siebie. Kosmetyki – wszystko wyrzuciliśmy. Pamiątki- no przecież nie wyrzucimy! Wrzucamy do część do torebki część do plecaka. Zostało 5 minut. Lecimy z powrotem do okienka.  Ja, w dwóch parach spodni, 3 bluzkach, kurtce, sweterku puchowym i grubej kurtce puchowej. Tomek, w dwóch parach spodni, spodenkach, 2 koszulkach, 2 bluzach, sweterku puchowym i kurtce. Ach, te mrozy w Los Angeles. Przymierzamy bagaż  – zmieścił się! Oficjalnie 60l plecak bardzo mocno ściągnięty przeszedł jako bagaż podręczny. Dodatkowo mieliśmy normalny 20l plecak oraz damską torebkę (mieszczącą tablet, dwie pary butów, 3 koszulki, 2 sukienki i kąpielówki). Pani przy okienku pyta czy na locie do Kairu chcemy siedzieć razem. Było nam wszystko jedno. Przy okazji zamykania odprawy za 2 minuty dostaliśmy cały rząd siedzeń dla siebie na lot do Europy. Hurra! Teraz tylko zdążyć przez bramki. Biegiem… do kolejki. Pot leci z czoła. Zaczynamy się rozbierać do skanowania. Chwilę to trwa. Zakładamy z powrotem i biegniemy dalej. Z megafonu słyszymy, że ludzie zaczęli już wchodzić na pokład. Gorąco. Dobiegliśmy do bramek. Na szczęście jeszcze nie wzywają naszego rzędu siedzeń. W końcu możemy ściągnąć warstwy ubrań i przepakować do plecaka. Wszyscy na nas dziwnie patrzą. Wsiadamy w końcu do samolotu. Na szczęście lot nie był bardzo obłożony. Nasz bagaż “podręczny” zajął całą półeczkę. Emocje w końcu opadły. Lecimy do domu…

Los Angeles - Paryż

Los Angeles – Paryż

Na lotnisku w Paryżu nie mieliśmy żadnych problemów z opuszczeniem terminalu i przejściem z powrotem do hali odlotów. Nadaliśmy nasze bagaże już normalnie i przeszliśmy kontrolę dużo wcześniej z nadzieją na jakikolwiek odpoczynek już przy bramkach. Nie mieliśmy żadnych pieniędzy oprócz dolarów, więc postanowiliśmy wymienić w jedynym działającym kantorze. Do głowy nam nie przyszło, że ta jakże prozaiczna czynność zajmie nam 1,5h. A byliśmy głodni. Nie ma nic gorszego jak głodny człowiek po 12h locie. Stanęliśmy grzecznie w kolejce. Przed nami była jedna(!) osoba, która niestety wypełniała zwrot podatku. Za nami stanęła kobieta, jak nam się wydawało, również chcą wymienić pieniądze. Pan przy okienku doczepiał kolejny paragon. Coś się pomylił. Zaczął wypełniać formę jeszcze raz. Mija 10 minut. Pani za nami przestępuje z nogi na nogę. Pan przy okienku zaczyna się kłócić z kasjerką. Mija kolejne 10 min. Kolejka nie przesunęła się ani  na krok. W drugim okienku pojawiła się kolejna kasjerka. Po chwili znikła. Pani za nami wyraźnie się denerwuje. Pan przy okienku dalej wypełnia formularz konsultując z kasjerką. Minęło pół godziny. Usiadłam na podłodze. Nie widziałam sensu w staniu. Pani za nami wychodziła już z siebie. Mówi, że zaraz ma lot do Limy. My mieliśmy dopiero za 2 godziny. Myśleliśmy, że chce wymienić tylko pieniądze. Przepuściliśmy ją. Mija 45min Pan odchodzi z pod okienka. Podchodzi Pani. Wyciąga paragony. Chcemy sobie strzelić w głowę. Za nami staje dwójka Azjatów. Czekamy. Mija 10 min. Pani dołączyła pierwszy paragon. 20 minut. Zaczyna się pierwsza dyskusja z kasjerką. Przez megafon płynie informacja, że wejście na pokład samolotu lecącego do Limy właśnie się zaczyna. Wstępuje w nas nadzieja. 15 minut później zaczyna się kolejna dyskusja kasjerki z Panią. Trzeba od nowa wypisać formy. Pani tłumaczy, że ma zaraz samolot. Forma musi być wypisana. 10 minut. Ostateczne wezwanie pasażerów do Limy. Pani się denerwuje. Kasjerka się denerwuje. Azjaci za nami się denerwują. My siedzimy, czekamy i trafia nas szlag. Dyskusja przy okienku staje się coraz bardziej intensywna. Długopis zaczyna coraz szybciej pisać. Wzywają Panią do samolotu. Zaczyna się kolejna dyskusja przy okienku. Wstępuje w nas nadzieja. 10 minut. Megafon oznajmia, że przyjęcie pasażerów na pokład samolotu lecącego do Limy zostało zakończone. Idę się położyć. Tomek siedzi w kolejce. 30 minut później udało się wymienić pieniądze. Pani do Limy nie wyleciała. My, zdążyliśmy kupić kawę. 6 godzin później dotarliśmy do domu. Nie pamiętamy następnego tygodnia.

Życzymy wszystkim tak długich wakacji 🙂

W następnym poście podsumujemy cały wyjazd: czyli między innymi planowanie, koszty, sprzęt i wskazówki.

 Zobacz galerię zdjęć z Los Angeles na smieszynkaphoto.com

  • archistacja.pl

    Odbyliście takie ciekawe podróże! Super się to czyta 🙂 Aż mi się zachciało znowu gdzieś pojechać 😉