Chiny Tybet Nepal Bhutan Indie

Pekin

Pekin Zakazane Miasto
Pekin Zakazane Miasto
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka
Witaj Pekinie.
Samolot do Pekinu piękny, duży i leją drinki do oporu. Nic to jednak nie pomogło, noc nieprzespana, a jeszcze skutki uboczne diuramidu nie pozwalały oddychać. Mega zmęczona wylądowałam w Pekinie. I na samym wstępie dało się odczuć chińską pomocną dłoń. Jako uzależnione od internetu chciałyśmy się zameldować na facebooku, ale oczywiście strona na której można się było zalogować do internetu była w tych strasznych znaczkach. A ja, no niestety nie znam ani jednego. Pokazujemy tablet pierwszemu mijanemu po drodze Chińczykowi, wzruszamy ramionami, że my nie wiemy co i jak. Po krótkiej rozmowie z kolegą, drugi Chińczyk wyciągnął telefon wpisał swój numer, dostał hasło, i wpisał nam wszystko w tablet. Internet jest! Radość nie trwała za długo… Facebook jest zablokowany.Pekin zwiedzany na śpiocha. Wiele niestety do mnie nie dotarło. Na pierwszy rzut poszło Zakazane Miasto. Pierwsze wrażenie bardzo dobre, wszystko piękne, ładne, ociekające bogactwem. Tylko jak wychodzisz do toalety – dziura w ziemi…. 90 tysięcy turystów tygodniowo to pewnie nie opłaca się inwestować 🙂 Dzieciaki biegają bez pieluch, za to dziura w kroku, żeby spodni nie brudzić. Nikt się nie oburza, o dziecięcej pornografii chyba tu nie słyszano. Po pewnym czasie Zakazane Miasto się nudzi, wszystkie bramy i świątynie wyglądają dokładnie tak samo. Albo to tylko mój brak entuzjazmu wynikający ze zmęczenia. Po Zakazanym Mieście, Świątynia Nieba. Jakoś bardziej przypadła mi do gustu. Wg. przewodnika została stworzona jako mistyczna i tajemnicza budowla. Istotnie. gdy się oddalasz, masz wrażenie ze robi się wyższa (dzięki ukrytemu spadkowi terenu).Przyszła i pora na lunch w stylu chińskim. W restauracji wielki stół, a na nim szklany obracany blat. Przewodnik zamawia nam kaczkę po pekińsku i 10 innych dan. Wszystkie kładzione są na blacie, a my dostajemy talerzyki i pałeczki. Jedzenie polega na tym, że pałeczkami wybierasz jeden kęs z dań położonych na blacie i kładziesz na talerzyku. Następnie przesuwasz blat i z kolejnym daniem postępujesz tak samo. Podobno za taki obiad płaci najbogatszy. Jest to wtedy oznaka dobrej przyjaźni. Nie wiem na ile to prawda 🙂 Ale chyba lepiej nie być bogatym przyjacielem…Po lunchu oglądaliśmy ceremonię parzenia herbaty. Na szczęście  miła Chinka po angielsku wytłumaczyła co i jak. Robione przez nią herbaty były przepyszne. Aż jedną kupiłam, nie mogłam się powstrzymać. Ogólne reguły parzenia: przede wszystkim w glinianym dzbanku, a nie porcelanowym. Glina lepiej nasiąka smakiem i aromat jest również pełniejszy. Druga zasada, najpierw wypłukać herbatę. Praktycznie wygląda to tak, że zalewamy herbatę i od razu wylewamy wodę. Kolejne zalanie to już właściwe parzenie. Zapraszam do mnie w celu skosztowania.
Na samym końcu już właściwie na autopilocie doszliśmy na plac Tienenenam. Niestety zamknięty. Trudno. Widzieliśmy to prawie jakbyśmy tam byli.20.00 pociąg do Lhasy. Ścisk tłok i tyle ludzi na dworcu, doprawdy człowiek na człowieku, ale… Polacy są przecież wszędzie:-) . Po prawej słyszę polską mowę 🙂 Bramki na peron otworzone i zaczyna się… Sprawdzanie biletów, paszportów i pozwoleń na wjazd do Tybetu. Ostatkiem sił wsiadamy do pociągu, który w środku wygląda jak polski wagon z kuszetkami. Warunki te same, prawie te same, wciąż gdzieniegdzie straszy tą dziurą zwaną toaletą. Godzinę później padam jak nieżywa i w zasadzie budzę się następnego dnia o 10 rano.

 

Mapa lotu

Zobacz galerię zdjęć z Chin na smieszynkaphoto.com