Filipiny

Tarasy ryżowe w Batad / Banaue

Filipiny. Batad. Tarasy ryżowe
Filipiny. Batad. Tarasy ryżowe
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Jak się tam dostać?

Filipiny, Batad, Taras ryżowy

Filipiny, Batad, Taras ryżowy

Tarasy ryżowe w Batad i Banue położone są w prowincji Ifugao w regionie Luzon. Najbardziej popularnym środkiem transportu w te rejony jest specjalny autobus firmy Ohayami odjeżdżający z Manilii. Podobno są również inni przewoźnicy, ale nigdy ich nie spotkaliśmy. Autobus zapakowany po brzegi wyjeżdża zawsze o 22:00 z dworca w dzielnicy Sampaloc. Choć odległość między Manilą a Banaue wynosi tylko 350 km, cała podróż zajmuje ok. 9 godzin. Bilety należy rezerwować z wyprzedzeniem, gdyż zazwyczaj odjeżdża jeden autobus dziennie. Trzeba również pamiętać, żeby przyjść 30 min przed odjazdem bowiem po tym czasie miejscówka jest zazwyczaj sprzedawana. Cena biletu – 510PHP za osobę. Głównymi pasażerami są obcokrajowcy. Autobus zatrzymuje się tylko dwa razy. Po raz pierwszy około 24:00 i po raz drugi około 4:00 nad ranem. Mimo, że na stronie internetowej autobusy wyglądają całkiem nieźle, w rzeczywistości standard jest dosyć niski. Dodatkowo, oprócz normalnych siedzeń, rozkładane są również siedzenia dodatkowe w przejściu. Największą wadą tego środka transportu jest non stop działająca klimatyzacja ustawiona na 10 stopni. Byliśmy absolutnie zdumieni, gdy zobaczyliśmy ludzi niosących śpiwory, ciepłe kurtki i czapki. Po paru godzinach zrozumieliśmy dlaczego. My sami mieliśmy sweterki puchowe i długie spodnie. Zmarzliśmy. Nie wiem jaki macie sen, ale my nie zmrużyliśmy oka przez całą noc. Na początku przeszkadzały nam wyboje i ciągłe podskakiwanie, później trąbienie przed każdym zakrętem, a na koniec droga zrobiła się już zbyt kręta żeby usnąć.

Co czyha na turystę w Banaue?

Ścieżki wśród tarasów

Ścieżki wśród tarasów

Cały interes z nocnym busem z Manilii jest bardzo dobrze pomyślany pod kątem lokalnej turystyki. Po nieprzespanej nocy niczego nieświadomi wychodzimy z autobusu na coś w rodzaju dworca. Krzykacz donośnym głosem oznajmia, że dojechaliśmy, ale Banaue jest 2 km dalej ale tam już autobus nie dojeżdża. Firma za to przysłała specjalnie jeepy, żeby nas zawieść do centrum. Zazwyczaj jesteśmy bardzo sceptyczni względem takich informacji. Zazwyczaj. Jak jesteśmy wyspani. Niemniej jednak 3 razy się upewniliśmy, że to na pewno jeep z firmy Ohayami i nie musimy za nic płacić. Nie musieliśmy, bo haczyk był gdzie indziej. Wiedzieliśmy, że musimy zapłacić opłatę środowiskową w Urzędzie Turystycznym w wysokości 20 PHP za osobę oraz że musimy odebrać bilety powrotne jako że powrót wykupiliśmy na wieczór tego samego dnia. Gdy wspomnieliśmy o tym naszemu naganiaczowi oświadczył nam, że Urząd czynny jest dopiero od 9tej, a bilety to on nam przyniesie jak dojedziemy. Oczywiście z Urzędem mu uwierzyliśmy (w końcu była 6 rano), a z biletami zaświeciło nam się pomarańczowe światełko. Dokąd nam przyniesie bilety? Dokąd my właściwie jedziemy? Jak to dokąd? Na śniadanie. Ale, ale…My nie chcemy śniadania. Naganiacz mówi, i tak musicie poczekać na opłatę, a i zmęczeni jesteście. Kawa i śniadanie dobrze wam zrobi. Stwierdziliśmy, że w sumie ma racje. Daliśmy się zawieść do lokalnej restauracji z widokiem na dolinę. Zamówiliśmy naleśniki z czekoladą i małą czarną.  W trakcie czekania na posiłek naganiacz zaczął swoją opowieść. A, że to trzeba mieć transport, żeby dojechać na tarasy, a, że samemu niby też się da, ale nie można dojechać pod same tarasy, tylko do tzw. Saddle (siodła) a stamtąd to jeszcze 5 km. Taaak, po nieprzespanej nocy, a przed poranną kawą wszystko wygląda na bardziej skomplikowane niż w rzeczywistości. Turysto, nie bój się jednak, jesteś w dobrych rękach. My Cię zawieziemy. Pod same tarasy. Miło, łatwo, prosto i przyjemnie. A jak już skończysz zwiedzać to kierowca będzie na Ciebie czekał, żeby Cię zabrać z powrotem. Opłata środkowiskowa? Nie ma problemu. Zaraz po nią pójdę. Bilet powrotny? Nie ma problemu. Zaraz przyniosę. A Ty w tym czasie, drogi Turysto, pij w spokoju Twoją kawę. Ale zanim pójdę, to jeszcze ustalimy cenę… To już z nami tak łatwo nie poszło, ale i tak zapłaciliśmy 2800 PHP za całość. Szczerze, da się to wszystko zrobić samemu za 1/4 kwoty. Jeżeli potrafisz myśleć po nieprzespanej nocy.

Tarasy ryżowe

Taras ryżowy

Taras ryżowy

Jak obiecali tak przywieźli – to ostatniego punktu, gdzie dochodzi droga. Droga – to też dużo powiedziane. Wąska jezdnia nad przepaścią. Barierek brak. Na miejscu okazało się że jest zaparkowanych kilkanaście jeepney’ów tylko czekających by zawieźć z powrotem turystę do wioski. To tyle ile chodzi o naszą naiwność. Z parkingu już przez las prowadzi wydeptana ścieżka do wioski (ok. 1,5 km).  W wiosce znowu trzeba zapłacić opłatę środowiskową. Oprócz tego wszyscy usilnie namawiają na kupno kijka do podpierania oraz wynajęcie przewodnika. Nauczeni po poranku stwierdziliśmy, że na pewno wszyscy chcą nas naciągnąć. Z punktu widokowego zobaczyliśmy tarasy jak na dłoni i wielce zdziwiliśmy się po co ten przewodnik. Przecież nie da się zabłądzić! Dwie godziny później, klnęliśmy na własną głupotę. Moi drodzy – kij to podstawa, a przewodnik jest bardzo przydatny. Z góry to wszystko tak prosto wyglądało. W rzeczywistości odległość pomiędzy jednym a drugim tarasem to ok. 3 m. Większość z nim ma bardzo wąską ścieżkę z kamieni idącą wzdłuż krawędzi. W zależności od nawodnienia ścieżka jest albo mokro-błotnista albo mniej więcej sucha. Kij przydaje się, żeby się nie poślizgnąć i nie spaść w dół. Generalnie cały obszar pojedynczego tarasu jest zalany wodą, co tworzy swoiste błoto. Nie bardzo chcieliśmy zamoczyć nawet palec w tej mazi, a co dopiero do niej wpaść.  Nie po wszystkich tarasach da się iść jako turysta. Nie ze wszystkich da się wejść w górę lub zejść w dół. Nigdzie nie ma też oczywiście żadnych drogowskazów, a dla niewprawnego oka one wszystkie wyglądają tak samo. Do punktu widokowego po drugiej stronie tarasów doszłam na trzęsących się nogach żałując okrutnie, że nie wzięliśmy przewodnika.  Z punktu widokowego była jeszcze opcja zejść na drugą stronę do wodospadów, ale po godzinie snu, w pełnym słońcu i bez przewodnika stwierdziłam, że nie dam rady. Może gdybyśmy byli bardziej wypoczęci udało by nam się lepiej zorientować w przestrzeni. W drodze powrotnej udało nam się zgubić tylko 3 razy, za to zaliczyliśmy wpadnięcie do błota po kolana. Na szczęście pod koniec trasy był strumyczek, w którym można się było umyć. Generalnie same tarasy zrobiły na nas niesamowite wrażenie i bardzo polecamy ich zobaczenie. Może tylko w mniej hardcore’owej wersji niż my.

 

Zobacz galerię zdjęć z Filipin na smieszynkaphoto.com