Chiny Tybet Nepal Bhutan Indie

Thimphu – Kalimpong

Bhutan targ
Bhutan targ
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

Dziś już niestety opuszczamy Bhutan. Miałam nadzieję, że pojedziemy ‘niebiańskim traktem tysiąca zakrętów’. Wyjaśniono mi, że to droga biegnąca w inna stronę. Nasza to natomiast autostrada łącząca główne miasta. Mimo że nie był to niebiański trakt, zakrętów było jeszcze więcej. Po tysiąc piątym mój żołądek stwierdził ‘nie Natalia tak dalej fajnie nie będzie’. Kolejne pięć tysięcy skrętów to w prawo, to w lewo, w górę i w dół, spędziłam z głową miedzy kolanami. Zdjęć wiec nie ma. Nie byłam w stanie nawet utrzymać aparatu.

Po trzech godzinach dojechaliśmy do miasta granicznego. Dwa kroki i jesteśmy w Indiach. Powiem krotko, szok. Totalnie inny świat. Zatłoczone ulice, pełno samochodów, ludzi, zwierząt, pyłu, brudu, wrzasku, hałasu, parno, duszno i gorąco. I ja ledwo żywa.

Wsiadamy do kolejnego samochodu, który ma nas zabrać do Kalimpong. Droga jest już na szczęście plaska i prosta. Po obu stronach mijamy plantacje herbaty. Obserwujemy barwne Indie. Trwa to jakieś dobre dwie godziny w ciągu których wracam do siebie. Cale szczęście, bo właśnie się zaczyna wspinaczka samochodem 1000m w górę. Po krętej, wyboistej drodze górskiej oczywiście 🙂 Widoki były, oj były.
Podczas jazdy wysnułam teorie, dlaczego na butanskiej drodze było mi tak źle a tu nie. Otóż, tam był dobry asfalt, toteż prędkość była również większa. W Indiach asfalt może i był, ale kładziony 50 lat temu, bądź rozwalony przez monsuny. Średnia prędkość 20-30 km/h, miejscami spadała nawet do piecu. To takie coś mojemu żołądkowi nie szkodzi. A że po Nepalu już się przyzwyczaiłam do stwierdzenia ‘jak widzisz z okna 5cm jezdni po boku to nie ma co się bać’, to sama jazda nie była stresująca.

Chciałabym coś dodać o samym Kalimpong, ale w zasadzie dużo go nie widzieliśmy. Za szybko zapadł zmrok. Ot zwykle miasto położone na zboczu góry.


Zobacz galerię zdjęć z Bhutanu na smieszynkaphoto.comZobacz galerię zdjęć z Indii na smieszynkaphoto.com