Podróż dookoła świata

Tranzyt czyli świętowanie Nowego Roku w przestworzach

Japońskie tablice informacyjne
Japońskie tablice informacyjne
Śmieszynka
Napisane przez Śmieszynka

31.12

Dzisiejszy dzień to dzień z cyklu tranzytowych. Obudziliśmy się rano wściekli jak cholera, bo w pokoju dalej temperatura przypominała tą za oknem. Jedynym pozytywnym akcentem tego poranka był bardzo miły pan, który odwoził nas na lotnisko w Rzymie. Przy okazji poopowiadał nam o starożytnej Ostii i pokazał przez okno ruiny. Sam lot do Mediolanu nie był zbyt ciekawy. Wylądowaliśmy w Malpensie, która w środku wyglądała jak żywe lata 70te. Jako, że do kolejnej przesiadki mieliśmy dobre 4 godziny, obraliśmy strategiczne miejsca na wygodnych fotelach blisko naszej bramki. W międzyczasie udało nam się dopatrzyć wielkie walizki – rekwizyty przed sklepem i postanowiliśmy zrobić parę zdjęć do serii ‘Z Mszaną dookoła świata’. Czekając na kolejny lot mieliśmy wielką nadzieję, że wiele osób w Sylwestra do Tokyo nie będzie lecieć.

Kiedy otwarli bramki, podeszliśmy do biurka linii lotniczych z nadzieją, że może uda się jakoś załatwić pierwszą klasę. Przy okazji zorientowaliśmy się, że nawet koło siebie nie siedzimy!!!  Niestety okazało się, że samolot jest pełny i w zasadzie nic się nie da zrobić. Ja się prawie popłakałam – bo kto mnie będzie wspierał w czasie 12 godzinnego lotu? Dla tych co nie wiedzą, strasznie boję się latać i ilość odbytych lotów wcale mi nie pomaga. Ewentualnie mogliśmy siedzieć za sobą, z czego też skorzystaliśmy, licząc na to, że ktoś się z nami zamieni. Wtedy też ujrzeliśmy ten tłum Japończyków wcześniej gdzieś schowanych, oczekujący w kolejce do samolotu. Europejczyków można było policzyć na palcach jeden ręki. Weszliśmy na pokład jak na skazanie. Już na wstępie wytłumaczyliśmy stewardesom nasz problem. Na szczęście jedna z nich porozmawiałam z panem, który siedział koło Tomka. Przemiły Japończyk jak się dowiedział, że to nasz miesiąc miodowy oddał mi miejsce, przy okazji zostawiając żonę i córkę. Pewnie po prostu zaoferowali mu lepsze miejsce, ale wierzmy w dobroć ludzką.

Lot dłużył nam się w nieskończoność. Najpierw Tomek dostał bardzo wysokiej gorączki, więc robiliśmy okłady z mokrych chusteczek. Później naszprycowałam go 1000mg paracetamolu to mu lekko przeszło. Zdążyliśmy oglądnąć dwa filmy i trochę pospać. Było niesamowicie gorąco i niewygodnie. Osobiście po raz pierwszy poczułam tak długi lot. Nogi mi spuchły od kolan w dół, stopy również, tak że nie mogłam włożyć butów z powrotem. Myśleliśmy, że lecąc w Sylwestra dostaniemy chociaż kieliszek szampana. Niestety około 4tej po południu pilot oznajmił po japońsku, że właśnie wybiła północ. Tłum zaczął klaskać i tak właśnie się dowiedzieliśmy, że oto przywitaliśmy Nowy Rok.

Jak wygląda 1 styczeń w Japonii? O tym w kolejnej relacji.


Zobacz galerię zdjęć z Włoch na smieszynkaphoto.com